Jak budować dobre relacje. 7 kroków do dobrych relacji

Każdy z nas ma takie pragnienie, żeby dobrze żyć z ludźmi, których mamy wokół siebie: w rodzinie, w szkole, w pracy, na ulicy, gdziekolwiek jesteśmy. Wszystkie nasze największe życiowe radości związane są z innymi ludźmi (radość bycia razem, wspólne imprezy, relacje, narodziny dzieci, itp.). Tak samo wszystkie nasze największe smutki związane są z innymi (opuszczenie, niezrozumienie, wyrzucenie z pracy, itp.). Badania naukowe pokazują, że dobre relacje z innymi są jednym z ważniejszych elementów wpływających na nasze zadowolenia z życia. Każdy z nas chciałby mieć dobre relacje z innymi i oczekujemy od innych zrozumienia, miłości, docenienia… a bardzo często zapominamy, że nasze relacje w dużej mierze zależą od nas… Dlatego zapraszam Was do gruntownego przyjrzenia się tej sprawie.

 

Kwestia budowania dobrych relacji jest bardzo ważna dla naszego życia i w dużej mierze właśnie od dobrych relacji zależy nasze zadowolenie z życia. Uważam, że jest to temat bardzo ważny, aczkolwiek często pomijany (np. w edukacji) lub omawiany dosyć powierzchownie. Zobaczcie, że bardzo często np. w różnych poradnikach, czy nawet swobodnych rozmowach temat budowania dobrych relacji sprowadzamy do prostych porad w stylu „to rób, a tego nie rób”, do technik komunikacyjnych „to mów, a tego nie mów”, czy sztucznych zachowań. Nie chodzi tutaj o to, że takim stwierdzeniem chcę kogoś krytykować – to raczej chodzi o to, że my po prostu szukamy takich łatwych i prostych rozwiązań, jakby z myślą bardziej o sobie (moim samopoczuciu, samoocenie, dobrych emocjach, itp.), a mniej o tej drugiej osobie lub nawet o czymś większym niż ja i Ty. A tak naprawdę nasze życie ma sens tylko wtedy kiedy żyjemy z innymi i dla innych, i dobrze wiemy, że to wcale nie jest takie proste.

 

Dlatego zawsze kiedy przychodzi mi gdzieś mówić o dobrych relacjach (np. w czasie różnych projektów edukacyjnych, w czasie wykładów i konferencji oraz w czasie swobodnych rozmów) zawsze staram się podkreślać, że nasza relacja zaczyna się w naszym sercu, w naszym podejściu, w czymś co jest wewnętrze, głębokie i poniekąd też trudne, a nie w czymś co jest powierzchowne, technice, czy nawet komunikacji (czyli pomiędzy ludźmi). Jak możecie się domyślać to COŚ, o co mi chodzi, coś głębokiego, prawdziwego, wewnętrznego, ale też trudnego, co leży u podstaw dobrych i prawdziwych relacji można określić jednym słowem. To Miłość.

 

Zobaczcie też, że bez innych ludzi możemy osiągać nasze cele tylko na krótką metę. Jeśli chcemy być naprawdę skuteczni, osiągać nasze długofalowe cele, to musimy dobrze żyć i współpracować, i to zarówno ze swoimi bliskimi, współpracownikami, szefem, podwładnymi, jak i z klientami oraz – szerzej – ze społeczeństwem.

 

W tym wpisie zebrałem taką esencję tego, co jest w relacjach najważniejsze. Tego, co leży u ich podstaw. Wszystkie opisane tutaj prawidłowości odnosić do każdej naszej relacji, pamiętając o tym, że nieco inne będzie ich zastosowanie dla osób, które mamy blisko siebie (np. współmałżonka lub dzieci), inne dla znajomych, kolegów i przyjaciół, a jeszcze inne wobec przypadkowo spotykanych osób. Prawidłowości psychologiczne i społeczne leżące u podstaw tych wszystkich relacji będą podobne.

 

 

Czasami trochę jakby o tym zapominamy, że kwestia relacji nie dotyczy tylko najbliższych nas osób, ale także szerokiej wspólnoty społecznej (narodowej) i cywilizacyjnej. Jesteśmy członkami tych wspólnot, czy tego chcemy, czy nie, a w związku z tego powodu jakieś korzyści, ale mamy też obowiązki. Słyszałem ostatnio bardzo ciekawą opinię na temat społeczeństwa w Polsce (choć zapewne można by też ją odnieść do społeczeństw innych krajów), że takie swoją drogą szlachetne ideały jak wolność, równość i braterstwo, to i owszem w Polsce były, ale:

– równość w biedzie za komuny,

– solidarność (braterstwo), przez krótko w czasie zmian ustrojowych (wszak w fenomenalnym ruchu Solidarności było ok. 10 milionów Polaków)

– a teraz została nam tylko wolność.

 

A wolność bez solidarności sprawia, że społeczeństwo się atomizuje (żeby nie powiedzieć: rozpada) – i nie chodzi mi tutaj nawet o jakiś wspólny społeczny cel, wspólne patrzenie na najważniejsze sprawy, jedność (to też jest mega ważne) – ale nawet o taką zwykłą codzienną życzliwość na ulicy, na drodze, w kolejce do kasy w supermarkecie, w poczekalni, o ufność do przypadkowo spotkanego człowieka, coś co mądrze nazywa się partycypacją horyzontalną. Też nie twierdzę, że w tej kwestii np. w Polsce jest źle, o nie – w dosyć dużej mierze mamy przecież jakieś poczucie wspólnoty i troski o dobro wspólne (nawet jeśli głosujemy na różne partie), ale piszę Wam o tym po to, żeby zwrócić uwagę, że temat budowania dobrych relacji nie dotyczy tylko osób, które mamy najbliżej, ale w jakimś stopniu również przypadkowo spotkanego na przystanku autobusowym człowieka.

 

  •  

    Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o skutecznym działaniu, zapraszam do zapoznania się z moim podręcznikiem: Jak Uczyć Skuteczności.

    Jest to podręcznik osobistej skuteczności, z wiedzą, którą powinniśmy poznać jeszcze w szkole.

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

     

 

 

Istota dobrych relacji

Zwróćcie uwagę, że bardzo często nasze relacje z innymi postrzegamy jakby w jednym wymiarze:

 

 

I w związku z tym na siebie, innych, a nawet na swój czas i swoje działania patrzymy tak:

 

 

A stąd już krok do prostej konkluzji: albo żyję, pracuję i staram się dla siebie, albo robię to dla innych. Nic bardziej mylnego! Jeśli tak będziemy postrzegać świat, to w każdym będziemy widzieć konkurenta i wroga – nawet w swoich najbliższych!

Rzeczywistość naszych relacji jest bardziej skomplikowana i o wiele lepiej patrzeć na nią przez pryzmat dwóch wymiarów (Grant, 2014, o tych wymiarach pisałem też w wpisie o „opłacalności” bezinteresowności):

 

I teraz umieśćmy te wymiary na takim wykresie:

 

 

A zatem wyróżniamy cztery rodzaje osób (albo raczej nastawień, ponieważ w różnych sytuacjach możemy zachowywać się różnie):

– osoby dbające o interesy swoje oraz innych, np. rewelacyjny sprzedawca, który sprzedaje bardzo dobre produkty i któremu ludzie za to dobrze płacą,

– osoby dbające tylko o interesy innych, np. ktoś, kto poświęca całe życie dla innych, ale nie troszczy się o siebie,

– osoby niedbające o niczyje interesy, nawet swoje, np. ktoś chory na depresję,

– osoby dbające tylko o swoje interesy, np. ktoś bardzo egoistyczny.

 

Oczywiście ten podział nieco upraszcza rzeczywistość, ponieważ w różnych sytuacjach możemy się różnie zachowywać, ale dzięki niemu chcę Wam pokazać pewną ważną rzecz. Jak myślicie: która z tych czterech grup osób jest najbardziej skuteczna?

Może osoby z grupy czwartej, czyli takie, które dbają tylko o swoje interesy i nie zważają na innych? A powiedz: czy chciałbyś żyć w związku małżeńskim z takim samolubem? Albo czy kupiłbyś produkt od kogoś, o kim wiesz, że dba jedynie o swoje zyski, a nie o dobro klienta?

To może osoby z grupy drugiej, czyli takie, które dbają tylko o interesy innych? Czy znasz jakąś firmę, która rozdaje swoje produkty za darmo, nie prosząc i nie dbając o nic? Nawet organizacja charytatywna, która rozdaje innym pomoc za darmo, musi się troszczyć o to, skąd wziąć środki na pomaganie innym, lub przynajmniej je przyjmować, kiedy ktoś chce je dawać.

Może osoby z grupy trzeciej, czyli takie, które o nic nie dbają? Może niekiedy coś im się uda, ale chyba nie na tym polega skuteczność.

A więc najskuteczniejsze są osoby z grupy pierwszej, czyli takie, które dbają zarówno o swoje interesy, jak i interesy innych. Pokazują to nie tylko wyniki badań (zob. np. Grant, 2014 – o tej książce piszę więcej w Czytelni) i etyka zapisana w chrześcijańskim przykazaniu miłości: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 31), ale także po prostu zdrowy rozsądek:

– jak dasz komuś prezent, to możesz się spodziewać, że on da też Tobie,

– jak kogoś lubisz, to możesz się spodziewać, że on także lubi Ciebie,

– jak sprzedajesz komuś dobry produkt, który odpowiada na jego potrzeby, to możesz się spodziewać, że ta osoba dobrze Ci zapłaci itd.

 

Może zauważenie tej sprawy wydać się dla Was oczywiste, ale naprawdę bardzo często spotykam się z którzy świadomie lub nawet nieświadomie mają takie podejście do życia: „jak komuś dam, to stracę”, „jeśli ktoś zyskuje, to ja tracę”, no a jak tam się myśli, to logiczne jest to, że nic się nie daje od siebie innym, a skoro nie daje nic innym, to też zazwyczaj nic od innych nie dostaje. Takie trochę błędne koło. Nie chodzi mi tutaj absolutnie oto, że nasze relacje to ma być jakiś handel: „ja Tobie to, a Ty mi to”. Absolutnie nie! Handel to interesowna wymiana, a relacje, żeby były prawdziwe muszą być bezinteresowne. Chodzi o to, że:

 

Nie ma żadnej sprzeczności w tym, że w naszej relacji ja odnoszę korzyść i Ty odnosisz korzyść!

 

Zarówno handel jak i nasze relacje warto opierać na zasadzie wygrana – wygrana, czyli takim podejściu, które zakłada maksymalizację korzyści (szeroko rozumianych) wszystkich zainteresowanych stron. Bardzo szeroki opis zasady wygrana – wygrana (z przykładami) znajdziecie w tym wpisie:

Wygrana – wygrana – jak to naprawdę jest z tą zasadą?

 

A zobaczcie z drugiej strony, że nie oznacza to też, że bezinteresowność nie może się opłacać. Wręcz jest przeciwnie: paradoksalnie bezinteresowność się opłaca. Tylko, czy w takim razie to jeszcze jest bezinteresowność? Odpowiedzi na te pytania zawarłem w tym wpisie:

Bezinteresowność się opłaca, czyli jak działa ekonomia wdzięczności

 

 

Wspólnota MY

Dostrzeganie możliwości budowania swoich relacji na zasadzie wygrana‑wygrana jest łatwiejsze kiedy uświadamiamy sobie, że tak naprawdę mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego.

 

Na różnego rodzaju spotkaniach i konferencjach lubię pokazywać takie oto proste obrazki:

 

 

 

A teraz przyjrzyjmy się temu obrazkowi:

 

 

 

Zobaczcie, że takie postrzeganie działa nawet w takich obszarach jak:

przestrzeń fizyczna: wyobraź sobie, że na przyjęciu, wszyscy siedzą przy wspólnym stole, a jedna osoba przy oddzielnym stoliku. Albo: w klasie wszyscy uczniowie siedzą w równo ustawionych ławkach, a jedna ławka stoi w wyraźnym kilkumetrowym oddaleniu od innych (dobra rada dla osób pracujących z grupami: jeśli siedzicie w kręgu zawsze dbaj o to, żeby nikt nikogo nie zasłaniał, bo to tworzy wrażenie wykluczenia)

przestrzeń geograficzna: w iluż to miejscowościach sąsiedzi postrzegani są jako „głupi” tylko dlatego, że mieszkają po drugiej stronie rzeki

język: język, którego używamy, pokazuje i kreuje rzeczywistość naszych relacji. Czy mówisz o swoim małżonku „on/ona”, czy „moje kochanie”?

 

Oczywiście to jest tylko ilustracja, ale możemy ją odnieść do naszego życia z innymi na prawie każdej płaszczyźnie:

– począwszy od spraw błahych („Ja lubię krówki ciągutki, a moja dziewczyna kruche”),

– skończywszy na sprawach poważnych („Ja chcę być z moim mężem do końca życia, a on ze mną nie”).

 

Powyższa ilustracja pokazuje nam pułapkę, w którą często sami wpadamy – stawiamy się poza MY i wchodzimy w relację JA–ONI, dlatego mówimy:

 

 

Zauważmy jednak, że skoro chcemy z kimś budować dobrą komunikację, to na pewno coś nas z tą osobą łączy, mamy coś wspólnego, w jakimś sensie możemy powiedzieć o sobie „MY”, np. jesteśmy w związku, pracujemy razem, chodzimy razem do szkoły, a może tylko (albo aż) lubimy ten sam rodzaj muzyki, czekamy razem na przystanku lub po prostu tu jesteśmy…

 

 

Ktoś może powiedzieć, że to uproszczenie i że nie z każdym tworzymy wspólnotę MY. Zgadza się, nie z każdym. Ale z każdym (nawet przypadkowym przechodniem) możemy tworzyć wspólnotę wspólnego celu, a wspólnota ta będzie tym ważniejsza, im bliżej z kimś żyjemy i im ważniejszy będzie dla nas cel. Z przypadkowym przechodniem nasza wspólnota MY może dotyczyć np. udzielenia pomocy kobiecie wsiadającej do autobusu z wózkiem, a w przypadku małżeństwa – wizji naszego życia.

Zauważenie wspólnoty MY ważne jest również dlatego, że wtedy inaczej patrzymy na nasze problemy, w tym na problemy w komunikacji oraz konflikty. Takie podejście stawia problem niejako na zewnątrz nas. To nie Twój mąż jest problemem – problem jest na zewnątrz Was:

 

on/ona ma problem → problem jest w nim/niej → on/ona jest problemem

 

 

Problem nie jest w nim/niej, ale jest to nasz wspólny problem, który trzeba wspólnie rozwiązać, ponieważ stanowimy wspólnotę MY:

 

 

Nie walczymy z osobą, tylko z problemem. Problem jest bezbronny, ludzie natomiast, jeśli zaczniemy z nimi walczyć, na pewno zaczną się bronić… Jeśli na przykład małżeństwo trafi na terapię małżeńską i dojdą do stanu zobrazowanego na powyższej grafice, to można powiedzieć, że już mamy 50% sukcesu (a może nawet więcej). Jeśli będą razem współpracować przeciwko problemowi na pewno go pokonają (ew. ze wsparciem terapeuty), ale jeśli zaczną walczyć przeciwko sobie, to nawet najlepszy terapeuta nie pomoże.

 

Podczas wizyty w klasztorze benedyktynów w Tyńcu z ust jednego z mieszkających tam ojców usłyszałem bardzo inspirującą historię. Podobno w momencie dojścia Hitlera do władzy grupa niemieckich Żydów uciekła przez Związek Radziecki do Japonii, gdzie zwróciła się z prośbą o azyl. Urzędnicy japońscy mieli ich wtedy zapytać, dlaczego mają przyjmować uciekinierów z III Rzeszy, wszak Niemcy są sojusznikami Japonii i powinni oni odesłać ich do ich kraju. Na to jeden ze starszych przedstawicieli diaspory w sześciu słowach przeniósł ich z pozycji JA–ONI do MY, umożliwiając im pozostanie w Japonii. Podobno powiedział:

 

Przecież MY i WY jesteśmy Azjatami.

 

Jaki z tego wniosek? Zawsze jest jakaś płaszczyzna, która nas łączy i na której możemy się dogadać.

 

 

Budowanie relacji MY wcale nie oznacza, że mamy się z wszystkimi kolegować. Takie podejście pokazuje tylko, że z każdym człowiekiem jesteśmy w stanie znaleźć jakąś przestrzeń do porozumienia. Oczywiście ta przestrzeń w relacji małżeńskiej będzie dotyczyła ważniejszych spraw i tematów niż w relacji koleżeńskiej, ale też nie ze wszystkimi chcemy budować relację i komunikację na tym samym poziomie. Z każdym będziemy budować inny rodzaj relacji w zależności od tego, jaki jest cel naszej relacji – inny jest cel małżeństwa, inny zespołu w pracy, a jeszcze inny cel łączy nas z przypadkowo napotkanym człowiekiem.

 

I właśnie tutaj przechodzimy do kolejnego ważnego zagadnienia:

– Po co budujesz relację?

– Czemu ma służyć Twoja relacja?

– Czemu ma służyć Twoja komunikacja?

 

Zastanówmy się teraz nad tym, ponieważ wcale nie jest to takie oczywiste, a w codziennym natłoku spraw bardzo często w ogóle o tym nie myślimy. Kiedy z kimś budujemy relację, warto zadać sobie pytanie, po co to robimy:

– Czy chcę osiągnąć cele moje czy wspólne?

– Czy chcę być pomocny, czy podziwiany?

– Czy chcę poprawić relacje w związku, czy szukam pretekstu do zerwania?

– Czy chcę nawiązać z kimś lepszy kontakt, czy udowodnić mu, że nie ma racji?

 

Czy myślisz o tym, komunikując się z innymi? Czy myślisz o tym, budując relacje? W uproszczeniu wszystkie te pytania w różnych sytuacjach międzyludzkich, zwłaszcza w tych trudnych, czyli takich, w których nie możemy się dogadać, możemy sprowadzić do jednej kwestii:

 

 

Czy czasami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, nie patrzymy na nasze relacje z innymi tak, jak wskazuje powyższy rysunek, czyli właśnie jak na taką wagę?

– Jeśli ja zyskuję, ty tracisz, a jeśli ty zyskujesz, ja tracę.

– Mąż spełnia żądanie żony, to ona zyskuje, a on traci.

– Sprzedawca zyskuje, bo sprzedaje, a klient traci, bo płaci.

– Rodzic wymaga, zyskuje posłuch, a dziecko traci, bo jest posłuszne.

I tak dalej…

 

Bardzo często nasze relacje z innymi zupełnie bezwiednie konstruujemy na zasadzie wygrana–przegrana. Na krótką metę przynosi to zamierzony efekt, ale jest bardzo destrukcyjne dla relacji:

– Żona użyła bardzo manipulujących i emocjonalnych argumentów, dlatego mąż spełnił jej żądanie (żona chwilowo coś zyskała), ale teraz nie ma ochoty spędzać czasu z żoną z „humorami” i coraz częściej wychodzi z kolegami na piwo (żona w dłuższej perspektywie traci).

– Rodzice nakrzyczeli na syna i ten wziął się do nauki (chwilowa korzyść rodziców), ale powoli traci zaufanie do rodziców i po jakimś czasie coraz mniej ich słucha (rodzice tracą).

– Sprzedawca wykorzystał naiwność klienta i sprzedał mu wadliwy produkt, ale po jakimś czasie całe miasto się o tym dowiedziało i nikt już od niego nie kupuje.

 

Budowanie relacji z innymi na zasadzie wygrana–przegrana to droga na skróty, która nigdzie nie prowadzi, tylko psuje te relacje na każdym polu. O wiele lepiej budować relacje, stosując zasadę wygrana-wygrana, tak żeby obydwie strony (czyli w skrócie MY) odnosiły korzyść. Podejście wygrana-wygrana umożliwia konstruowanie relacji, w których wszystkie strony zyskują:

– Jeśli ja zyskuję, ty też zyskujesz, a jeśli ty tracisz, ja też tracę.

– Mąż spełnia prośbę żony – ona zyskuje, on też zyskuje w jej oczach.

– Sprzedawca zyskuje, bo sprzedaje, a klient zyskuje, bo kupuje dobrej jakości produkty, których potrzebuje.

– Rodzic wymaga i zyskuje posłuch, a dziecko zyskuje, bo uczy się pracy i odpowiedzialności.

 

W skrócie:

 

Kiedy pomagam ci realizować twoje cele, moje cele też są realizowane.

 

A chyba nie trzeba Cię przekonywać, że pomaganie innym w realizacji ich celów bardzo dobrze wpływa na relacje?

Pamiętasz, co wcześniej powiedzieliśmy o podejściu wygrana-wygrana? Najlepszą komunikację buduje się z innymi, kiedy wspólnie poszukujemy rozwiązań, które wszystkim stronom, czyli wspólnocie MY, do której należymy, dadzą maksymalne korzyści. Zacznij podchodzić do swoich relacji z innymi w taki sposób, a zobaczysz, że nie tylko będą dawać korzyść obydwu stronom, ale też będziecie w stanie osiągać efekt SYNERGII, czyli takiej interakcji, której rezultat będzie większy niż suma elementów.

 

  •  

    Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o skutecznym działaniu, zapraszam do zapoznania się z moim podręcznikiem: Jak Uczyć Skuteczności.

    Jest to podręcznik osobistej skuteczności, z wiedzą, którą powinniśmy poznać jeszcze w szkole.

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

     

 

7 kroków do dobrych relacji

No dobra, to co powiedzieliśmy do tej pory to takie ciekawe podstawy teoretyczne, ale jak zbudować takie relacje w praktyce? Jak zbudować taką prawdziwą Wspólnotę MY? Przedstawię Wam teraz moją koncepcję 7 kroków do dobrych relacji. To że akurat praktykę relacji opisałem akurat w 7 krokach nie ma żadnego znaczenia. Równie dobrze moglibyśmy poukładać je w większej lub mniejszej liczbie kroków – to po prostu tak, żeby było nam łatwo je zapamiętać i wdrażać w życie.

 

Pierwszy raz koncepcję tę opisałem w ramach naszego projektu budowania prawdziwych relacji PrawdziwySkarb.pl, gdzie zapisując się na darmowy mailowy kurs Jak Zbudować Dobre Relacje z Innymi możecie pobrać e-book z opisem tych 7 kroków (tak w ogóle to zachęcam do zapisania się na ten kurs, bo jest darmowy, a w ramach jego dostajecie aż 13 lekcji dotyczących budowania dobrych relacji w różnych aspektach, a na stronie projektu dostępna jest również gra online budująca relacje rodzinne, Kompas Talentów diagnozujący predyspozycje w relacjach, materiały budujące relacje do pobrania oraz płatny rozbudowany kurs Prawdziwe Relacje, który poza najważniejszą wiedzą omawia również 9 Potężnych Narzędzi Budowania Dobrych Relacji).

 

Kroki te (choć nie są one tak nazwane) opisałem również w podręczniku Jak Uczyć Skuteczności (podrozdział II.1. Współpraca – Relacje, zresztą duża część tego wpisu opiera się na treści tego podrozdziału) oraz w kursie skierowanym do nauczycieli i wychowawców: Skuteczny Nauczycieli i Wychowawca, bo wspólnie z naszym zespołem jesteśmy zgodni, że dobre relacje na linii nauczyciel klasa i wewnątrz klasy (grupy) są podstawą skutecznego procesu edukacji i wychowania.

 

Koncepcja 7 kroków opiera się na teorii potrzeb Abrahama Maslowa (1962). Jak może wiecie sama teoria ta bywa niekiedy krytykowana, wytyka się jej m.in. następujące kwestie:

 

1. Maslow ułożył potrzeby ludzkie w piramidę opisując tym samym ich ważność i kolejność pojawiania się, tzn. zgodnie z tą myślą: najpierw pojawiają się potrzeby „niższe” (np. potrzeby fizjologiczne), a dopiero potem potrzeby „wyższe” (np. potrzeba szacunku). Nie do końca to jednak tak działa, bo przecież nawet jeśli nie mamy zaspokojonej potrzeby niższego rzędu (np. jesteśmy głodni) może pojawić się potrzeba wyższego rzędu (np. napisanie wiersza), a też niejednokrotnie zdarza się, że ludzie podejmują różne działania deprywujące ich potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa, a nawet przynależności i szacunku, realizując potrzebę samorealizacji (np. himalaista, który samotnie wspina się w górach).

 

2. Teoria ta bardzo duży akcent stawia na to, że szczytem ludzkich potrzeb jest samorealizacja. I nie byłoby może w tym nic niewłaściwego, gdyby nie to, że takie podejście (i może też generalnie cała psychologia humanistyczna) bardzo mocno stawia w centrum zainteresowania człowieka jego samego, jego potrzeby, rozwój, indywidualizm. Od lat ’60. (do Polski dotarło to oczywiście później) na coraz większym znaczeniu zyskiwały takie terminy jak: asertywność, poczucie własnej wartości, samoocena, ja, itp. Termin „samorealizacja” kładzie bardzo duży nacisk na „JA” zapominając nieco o „MY”. Często w czasie rozmów z młodzieżą, konferencji i wykładów lubię pytać: kogo spotyka się na szczycie piramidy samorealizacji, kiedy już po trudach samodoskonalenia, rozwoju osobistego i dbania o swoje potrzeby staniemy tam z wysoko uniesionym sztandarem z napisem SAMOrealizacja? NIKOGO. Taka trochę smutna konstatacja. Oczywiście to może nieco trochę przesada, ale chcę Wam zobrazować to, że my naprawdę czasami przeceniamy siebie i zapominamy o innych (bo niestety tak podpowiada nam współczesna kultura). Dlatego ja wolę używać określenia: „realizacja siebie dla innych”, która może w pewnym sensie znaczyć to samo co „samorealizacja”, ale większy nacisk położony jest tutaj na to, że ja uczę się, rozwijam i doskonale po to, żeby dawać więcej innym, żeby lepiej żyć dla innych.

 

Wymienione mankamenty nie zmieniają jednak faktu, że ludzie w istocie doświadczają potrzeb opisywanych przez Maslowa, a najlepszym sposobem budowania z kimś dobrej relacji jest właśnie odpowiadanie na nie.

 

Tak na marginesie inną, bardzo popularną obecnie w psychologii teorią jest Self-Determination Theory. Jest to teoria motywacji, która jednak również opisuje ludzkie potrzeby. Zgodnie z SDT ludzie mają trzy uniwersalne potrzeby, których zaspokojenie prowadzi do motywacji wewnętrznej: autonomia, kompetencja i sens. Możemy się domyślać, że również zaspokajanie tych potrzeb u innych (choć w pewnym sensie są one spójne z teorią Maslowa) prowadzi do dobrych relacji. Na pewno tak jest, choć wprost ich zaspokajanie prowadzi do bycia zmotywowanym wewnętrznie, czyli do robienia spraw dla nich samych, a właśnie na tym polega inspirowanie innych, dlatego też praktyczne zastosowanie SDT widzę w kwestii przywództwa (tzn. dobry przywódca stwarza ludziom takie warunki, w których zaspokojone są potrzeby autonomii, kompetencji i sensu). Więcej piszę o tym w podrozdziale II.3. Współpraca – Przywództwo Jak Uczyć Skuteczności oraz w wpisie o pracy marzeń.

 

7 kroków do dobrych relacji to:

1. Znajomość naszych podstawowych pragnień (i uświadomienie sobie, ze wszyscy mamy je takie same)

2. Słuchanie innych

3. Powstrzymywanie przed ocenami i osądzaniem

4. Uświadomienie sobie, że każdy ma inne uwarunkowania

5. Szczerość doceniania innych

6. Konkretność doceniania innych

7. Wspólna realizacja siebie dla innych

 

 

1. Znajomość naszych podstawowych pragnień

Żeby budować dobre relacje z innymi warto zadawać sobie pytania czego naprawdę szukamy w relacji z innymi i co sprawia, że w relacjach z innymi jesteśmy szczęśliwi, to znaczy: jakie są nasze podstawowe potrzeby i pragnienia wobec innych ludzi. Ten krok polega na tym, żeby uświadomić sobie, że wszyscy tak naprawdę mamy takie same potrzeby i pragnienia.

 

Te pragnienia to:

– Pragnienie zrozumienia

– Pragnienie docenienia

– Pragnienie realizacji siebie

 

Jedną z najpopularniejszych teorii potrzeb opisuje ludzkie potrzeby w hierarchii, którą możemy upraszczając przedstawić w ten sposób (Maslow, 1962):

 

 

Teoria Maslowa dotyczy potrzeb natomiast ja wolę używać określenia „pragnienia”, które w sensie teoretycznym mogą znaczyć to samo, ale językowo, a w związku z tym motywacyjnie, niosą za sobą nico inne znaczenia:

– potrzebę muszę zaspokoić („muszę zjeść”)

– pragnienie chcę zaspokoić („chcę pomóc babci”)

 

Oczywiście chcąc budować dobre relacje musimy pamiętać o tym, że ludzie posiadają również potrzeby fizjologiczne oraz potrzebę bezpieczeństwa. Pamiętajmy, że może być tak, że nie zawsze wśród osób z którymi żyjemy te dwie potrzeby będą zaspokojone. Może Twoja żona jest głodna, albo Twój pracownik przestraszony wynikami badań, które wczoraj otrzymał, albo Twój klient boi się wejść do Twojego sklepu, ponieważ boi się, że coś na niego spadnie z remontowanego dachu. Bez zaspokojenia tych potrzeb nie ma sensu myślenie o budowaniu relacji.

 

Dlatego pierwszym krokiem w budowaniu dobrych relacji z innymi jest ich zrozumienie, w tym również poznanie ich uwarunkowań, potrzeb, oczekiwań…

 

Każdy z nas ma takie pragnienia, a więc nie tylko Ty, również osoby z którymi żyjesz i pracujesz. Niby oczywiste, a tak często o tym zapominamy. Przecież każdy z nas chce przebywać blisko osób, które nas rozumieją i doceniają, pamiętają o naszych pragnieniach i wychodzą im naprzeciw.

 

A skoro każdy z nas chce mieć takie osoby wokół siebie, w związku
z tym, żeby budować dobre relacje z innymi wystarczy tylko pamiętać o tych pragnieniach osób wokół nas i je zaspokajać, bo wtedy i te nasze pragnienia będą zaspokojone:

jeśli rozumiemy innych, inni będą rozumieli nas (może nie od razu, ale po jakiś czasie na pewno ludzie wokół nas to zauważą i też będą chcieli tak robić)

jeśli doceniamy innych, nie ma szans, żeby po jakiś czasie inni nie docenili też nas (nawet przez sam fakt, że się po prostu tym zadziwią i będą chcieli odwdzięczyć)

 

Następne kroki dotyczą opowiadania na te potrzeby:

– potrzeba zrozumienia: Kroki 2., 3., i 4.

– potrzeba docenienia: Kroki 5. I 6.

– potrzeba realizacji siebie dla innych: Krok 7.

 

 

2. Słuchanie innych

Każdy z nas chce być rozumiany przez innych:

– dziecko chce, żeby nauczyciel i rodzic rozumieli, że ono nie rozumie wszystkiego

– dziewczyna chce, żeby chłopak rozumiał, co ona czuje

– mąż chce, żeby żona rozumiała ile pracy on wkłada w utrzymanie rodziny

– pracownik chcę, żeby pracodawca rozumiał na czym on naprawdę się zna i jakie zadania wykonuje najlepiej

– klient chce, żeby producent i sprzedawca rozumieli jego potrzeby

– itp., itd. (sam w swoim życiu możesz znaleźć setki takich pragnień wobec innych)

 

Zrozumienie innych może wydawać się nam trudne, ponieważ czasami przecież nawet sami siebie nie rozumiemy… ale tak naprawdę, to nie jest trudne. Trudne jest coś innego: słuchać!

 

Przypomnij sobie swoją ostatnią rozmowę z kimkolwiek:

– Co z niej zapamiętałeś?

– O czym mówił Twój rozmówca?

– Czy nie koncentrowałeś się bardziej na tym co samemu chciałeś powiedzieć, niż na tym co chciał powiedzieć Ci Twój rozmówca?

 

 

Jak słuchać?

1. Chciej słuchać – rozmawiając z innymi po prostu nastaw się na słuchanie, chciej tego!

2. Patrz w oczy – oczywiście nie wlepiaj się ciągle w oczy rozmówcy, bo może pomyśleć, że coś jest nie tak (np. że makijaż się rozmazał), ale patrzeniem w oczy rozmówcy dajesz mu do zrozumienia, że słuchasz – optymalnie jest utrzymywać kontakt wzrokowy przez 80% czasu rozmowy

3. Okazuj, że słuchasz – dopytuj czy dobrze zrozumiałeś, dopytuj
o szczegóły, słuchaj aktywnie, a nie biernie

4. Oczywiście, jeśli nie zgadzasz z rozmówcą powiedz mu o tym – ludzie lubią szczerość

5. Jeśli w rozmowie pojawia się temat dotyczący osoby, której z wami nie ma – mów o tej osobie tylko dobrze, ponieważ obgadywanie bardzo źle wpływa na relacje, a mówienie dobrze o innych buduje zaufanie do Ciebie.

 

Dwa wpisy mogą rozwinąć bardziej te myśli:

Sztuka Rozmowy, czyli jak rozmawiać naprawdę (w 14 punktach)

Kiedyś będę bardziej szczęśliwy… (dlaczego to nie prawda, choć wszyscy tak myślimy i o tym jak żyć mentalnością dostatku)

 

 

3. Powstrzymywanie przed ocenami i osądzaniem

Kiedy już będziemy słuchać, musimy pamiętać, że to jednak nie wystarczy do tego, żeby rozumieć innych. Żeby to zrobić, trzeba jeszcze: wstrzymać się od pochopnego oceniania i osądzania innych, a żeby to zrobić należy uświadomić sobie, że każda osoba ma inne uwarunkowania życia.

 

Wstrzymanie się od oceniania i osądzania innych jest bardzo trudne, ponieważ jest to naturalny mechanizm ułatwiający nasze przetrwanie. Ten biologiczny mechanizm mówi nam o tym, że im mniej osoba jest do nas podobna (w wyglądzie, zachowaniu, poglądach) tym może być dla nas większym zagrożeniem. Właśnie na tym mechanizmie opierają się stereotypy oraz efekt pierwszego wrażenia.

 

Na szczęście mamy również rozum, który pozwala nam na kontrolowanie biologicznych „podpowiedzi” wpływających na nasze zachowanie. I ta rozumowa kontrola pozwala nam stwierdzić, że w 99% przypadków osoba, która jest od nas inna, wcale nie stanowi dla nas zagrożenia.

 

Pamiętając o tym, że nasza biologia skonstruowana jest tak, że ten 1% ryzyka zagrożenia jest właśnie podstawą tego, że oceniamy, osądzamy, nie lubimy, łatwiej jest nam wstrzymać się od osądów i oceniania innych. Pamiętajmy też, że nawet jeślibyśmy chcieli, nie wyeliminujemy z naszego życia mechanizmu leżącego u podstaw oceniania i osądzania innych, ponieważ jest on po prostu niezbędny do naszego przetrwania. Ale możemy nauczyć się go kontrolować, wykonując kolejny krok…

 

Właśnie na tym mechanizmie opierają się stereotypy oraz efekt pierwszego wrażenia. Więcej o biologicznym znaczeniu mechanizmu oceniania pisałem w tym wpisie:

Jak wreszcie przestać porównywać się z innymi, oceniać innych i siebie

 

 

4. Uświadomienie sobie, że każdy ma inne uwarunkowania

Kolejny krok, który warto podjąć, żeby lepiej rozumieć innych, to uświadomienie sobie, że każdy z nas ma inne uwarunkowania życia:

– każdy z nas wychowywał się w innej rodzinie

– każdy z nas ma inny zestaw genów

– każdego z nas spotkały inne życiowe doświadczania

– a może po prostu jest głodny i niewyspany…

 

a co w ogóle najważniejsze to, że przecież my nie znamy tych uwarunkowań… Kiedy to sobie uświadomimy łatwiej będzie nam „spróbować wejść w skórę innych” i ich rozumieć (lub przynajmniej spróbować). Nawet jeśli się nam to nie uda, to i tak samo podjęcie próby wytworzy w nas takie nastawienie, które pozwoli na budowanie lepszych relacji.

 

Podsumowując potrzeba bycia rozumianym, rozumieć innych oznacza…

– najbliższych: czego potrzebują Twoi najbliżsi? czy czegoś im brakuje? szczerze porozmawiaj, a oni na pewno odwdzięczą Ci się szczerością i miłością

– znajomych w pracy/szkole: czego potrzebują Twoi znajomi w prac lub szkole? czy możesz odpowiedzieć na ich potrzeby? jeśli to zrobisz to na pewno odwdzięczą Ci się tym samym i Wasza praca będzie przyjemniejsza

– pracowników: czy kontrolujesz potrzeby swoich pracowników? czy odpowiadasz na nie? jeśli zaczniesz pracownicy będą lepiej i sumienniej pracować widząc, że mają szefa, który się o nich troszczy

– klientów: czy naprawdę wiesz, czego potrzebują Twoi klienci? czy tylko sprzedajesz im produkty, czy zmieniasz przez te produkty ich życie? sprawdź, czego oni potrzebują i im to daj, a nigdy nie będziesz miał problemów ze sprzedażą

 

 

5. Szczerość doceniania innych

Każdy z nas, poza tym, że chce być zrozumiany przez innych, chce również być doceniony przez innych, np.:

– dziecko chce, żeby nauczyciel i rodzic docenili wysiłek, jaki wkłada ono w naukę

– dziewczyna chce, żeby chłopak docenił zaangażowanie jej serca w ich relacje

– mąż chce, żeby żona doceniła jego trud wkładany w utrzymanie rodziny

– pracownik chcę, żeby pracodawca docenił go za dobrze wykonaną robotę

– itp., itd. (sam w swoim życiu możesz znaleźć setki takich pragnień wobec innych)

 

Dlatego też, kiedy już spróbujemy rozumieć innych, kolejnym etapem budowania dobrych relacji z innymi będzie nauczenie się doceniania innych.

Pierwszy element w docenianiu innych to szczerość. Może się wydawać, że to trudne, ale przecież nawet w kimś kogo nie lubisz zawsze możesz dostrzec coś pozytywnego i dobrego. Pamiętaj jednak, żeby pod pozorem szczerości nie ranić innych osób.

 

Carol Dweck, amerykańska psycholog, przeprowadziła bardzo ciekawą serię badań dotyczących skutków chwalenia dzieci. W badaniu wzięło udział 400 uczniów piątej klasy. W jednym z badań dzieci rozwiązywały łatwy test inteligencji zakończony sukcesem. Jednej grupie udzielono informacji wskazującej ich inteligencję jako przyczynę sukcesu („jesteś bystry”), natomiast drugiej grupie ich wysiłek, jako przyczynę sukcesu („włożyłeś w to dużo wysiłku”). Następnie dzieci rozwiązywały kolejne zadania, w których obydwie grupy ponosiły porażki (zadania były tak skonstruowane, że nie dało się odnieść w nich sukcesu), a po serii porażek następowały ostatni łatwy test. Jak myślicie, które dzieci szybciej się poddawały i słabiej rozwiązywały ten łatwy test? Dzieci które pochwalono za bystrość, a nie za wysiłek.

 

Z tego oraz innych, podobnie konstruowanych eksperymentów, badaczka wysnuła ciekawy wniosek: mądre chwalenie polega na docenianiu bardziej tego, co zależy od ludzi (np. wysiłek, praca), niż tego, co nie zależy od nich (np. zdolności, inteligencja), ponieważ mogą wtedy wkładać w pracę mniejszy wysiłek licząc właśnie na swoje zdolności. Warto jednak doceniać, a zwłaszcza u ludzi młodych, ich talenty, zdolności i predyspozycje (czyli coś, co może nie do końca od nich zależeć), po to, żeby pomóc im je dostrzec, kiedy sami mają z tym kłopot. Jeśli osoba zdaje sobie sprawę z swoich talentów, lepiej doceniać wtedy jej wysiłek i wytrwałość w ich wykorzystywaniu.

 

Bardziej szczegółowo opisuje te badania oraz daje konkretne porady jako można chwalić i doceniać innych w kontekście udzielania im informacji zwrotnej na blogu Centrum Dobrego Wychowania:

Jak udzielać informacji zwrotnej, chwalić i doceniać [do pobrania]

 

 

6. Konkretność doceniania innych

Drugim ważnym elementem doceniania innych jest bycie konkretnym.

Kiedy ktoś przekazuje nam informację niekonkretną zazwyczaj możemy podejrzewać go o nieszczerość i próbę grania na naszych uczuciach, dlatego warto być konkretnym. Na pewno zauważyliście, że docenianie innych bardzo motywuje ich do dalszego podejmowania działań, które zostały docenione.

 

W bardzo dobry sposób szczerość i konkretność doceniania innych przejawia się w okazywaniu innym wdzięczności. Kiedy komuś za coś dziękujemy zazwyczaj:

– robimy to szczerze, ponieważ naprawdę doceniamy to, co ktoś dla nas zrobił

– robimy to konkretnie, ponieważ dziękujemy za jakieś konkretne dobro, które otrzymaliśmy od innych

 

Dlatego okazywanie wdzięczności ma ogromną moc budowania dobrych relacji i poprawy emocji. Sheldon i Lyubomirsky (2006) przeprowadzili 4-tygodniowe podłużne badanie, w którym 21 osób codziennie spisywało rzeczy i sprawy, za które są wdzięczni. Osoby te poproszono o spisywanie zarówno małych i dużych rzeczy, za które są wdzięczni. W tym samym czasie inne 23 osoby wykonywały zadanie kontrolne polegające na spisywaniu zwykłych wydarzeń z swojego dnia. Po realizacji ćwiczeń, osoby, które wykonywały ćwiczenie dotyczące wdzięczności, doświadczały większych pozytywnych emocji niż osoby wykonujące ćwiczenie dotyczące spisywania zwykłych wydarzeń z swojego dnia.

 

Wdzięczność jest naprawdę potężnym narzędziem budowania naprawdę szczerych i autentycznych relacji. Wydaje się jednak, że wdzięczność nie jest już tak bardzo ceniona jak kiedyś, a okazywanie wdzięczności może być uważane za oznakę słabości. Wynika to zapewne z bardzo rozpowszechnionego przekonania, że „mi się należy”. Należy mi się dobra praca, należy mi się szacunek, należy mi się spokój, itp. Mamy takie myślenie o rzeczywistości. Tak naprawdę to nie ma znaczenia, czy cokolwiek i od kogo nam należy czy nie, a zobacz, że bardzo nie lubimy osób, które cięgle o coś mają pretensje i nie są wdzięczne.

 

A z drugiej strony bardzo lubimy osoby, które nam za coś dziękują, nawet za sprawy błahe i codzienne. Kiedy słyszymy „dziękuję” skierowane do nas, robi się nam miło. Oczywiście wtedy, kiedy jest to szczere. Okazywanie wdzięczności powinno być więc szczere i konkretne.

 

Jak okazywać wdzięczność?

1. Pamiętaj o wdzięczności za sprawy oczywiste i codzienne, np. wobec najbliższych, którzy wykonują domowe prace lub kolegów z pracy, którzy i tak robią czynności, za które dziękujesz codziennie. Dziękuj też osobom, które za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie, np. sprzedawcy, kurierowi, kelnerowi, itp.

2. Codziennie wieczorem pomyśl o kimś, kto wobec Ciebie okazał jakieś dobro, nawet jeśli robi tak zawsze i jest to związane z jego pracą. Napisz tej osobie wiadomość lub zadzwoń z podziękowaniem.

3. Dziękuj znajomym za spotkania, przecież w końcu poświęcili swój czas dla Ciebie. Również możesz wysłać wiadomość wieczorem po spotkaniu.

4. Przyjmuj komplementy z wdzięcznością. Kiedy usłyszysz komplement skierowany do Ciebie, nie mów: „nie ma sprawy”, „to nie problem”, ale lepiej powiedz: „dziękuję”

5. Używaj słowa „dziękuję”. Inne formy takie jak: dzięki, thanks, dzienks, itp. mogą zostać niezauważone przez Twojego rozmówcę.

6. Oczywiście jak we wszystkim nie przesadzaj. Kiedy będziesz wszystkim na około bezmyślnie powtarzał „dziękuję” będzie to miało skutek odwrotny do zamierzonego.

7. Kiedy dziękujesz, rób to szczerze. To znaczy zawsze wiedz, za co dziękujesz. Nie mów automatycznie, bo ktoś może Cię zapytać: „ale konkretnie za co mi dziękujesz?”. Dobrze jest znać odpowiedź na to pytanie, bo w innym przypadku możesz wyjść na nieszczerego.

 

Podsumowując potrzeba bycia docenianym, doceniać innych oznacza…

– najbliższych: czy doceniasz Twoich najbliższych? kiedy ostatni raz powiedziałeś żonie, że ją kochasz i że pięknie wygląda? kiedy ostatni raz pochwaliłaś córkę za wyniki w szkole? zrób to, a zobaczysz ile sprawi Ci to radości

– znajomych w pracy/szkole: czy dziękujesz swoim współpracownikom za dobrą wspólną robotę? czy doceniasz ich za to, że często bez ich pracy, Twoja nie miałaby sensu? zrób to, a zobaczysz, że następny wspólny projekt będzie zrobiony szybciej i sprawniej

– pracowników: czy chwalisz swoich pracowników? czy dziękujesz im za pracę? czy może czasami myślisz, że pieniądze są wystarczającą motywacją i nie powinno się dziękować? zrób to, a zobaczysz, że mogą oni pracować ciężej i więcej

– klientów: czy doceniasz swoich klientów? czy dajesz im bonusy? promocje? czy dziękujesz za ich cierpliwość? czy przesuwasz ryzyko transakcyjne na siebie doceniając tym samym czas i energię klientów? zrób to, a wyniki sprzedażowe Cię zadziwią

 

 

7. Wspólna realizacja siebie dla innych

Każdy z nas ma potrzebę realizacji siebie, tzn. wszystkich swoich talentów, zainteresowań, marzeń, sukcesu…Ale wspinając się po piramidzie samorealizacji zauważamy, że realizowanie siebie tylko dla siebie nie daje nam radości. Prawdziwą radość daje nam dopiero realizowanie siebie dla ludzi z którymi żyjemy: dla naszej rodziny, dzieci, przyjaciół, społeczności, narodu. I wspólnie z nimi.

 

Najważniejszym wymiarem budowania dobrych relacji z innymi jest wspólna z nimi realizacja swoich potencjałów, czyli realizacja siebie. A w skrócie najprościej zrobić to stawiając wspólny ambity cel, przy którego realizacji wszystkie zaangażowane osoby będą mogły w pełni rozwijać swoje talenty i pragnienia. Ważne, również żeby ten cel służył komuś poza nami, tak, żeby nie ukierunkowywać realizacji naszych talentów na siebie – takie nastawienie przeciwdziała egoizmowi, ciągłej pogoni za samozadowoleniem i czegoś co nazywamy „wyścigiem szczurów”. Taki cel ma też większą siłę motywacyjną, bo każdy z nas chce czuć się potrzebnym. Wysoką zgodność celów grupowych z celami indywidualnymi jest jednym z najważniejszych czynników, który wpływa na tzw. „morale grupy”. Wspólny cel daje energię – motywuje do działania. Wspólny cel jednoczy.

 

Bardzo lubię, w różnych kontekstach pokazywać takie oto trzy rysunki:

 

 

 

 

Dlatego tak ważne jest opisanie wspólnego celu, a zwłaszcza w relacjach bliskich, np. w związku, czy w rodzinie. Czy rozmawialiście w swoich związkach i rodzinach o tym jakie są Wasze wspólne cele? Przecież nie tylko ograniczenie kosztów wynikających z wspólnego mieszkania. Zróbcie to dziś.

 

Takim ambitnym wspólnym celem może być np. wspólne robienie wyjątkowego biznesu, które będzie w 100% WASZ, tzn. będzie pokrywał się z waszymi predyspozycjami, a jednocześnie służył ludziom wokół (bo jak nie będzie służył, to nikt nie będzie od was kupować):

7 Kroków do Wspólnego Biznesu

 

 

Mam nadzieję, że wystarczająco wyczerpująco opisałem coś, co moim zdaniem powinno leżeć u podstaw naszych relacji. Jeśli macie jakieś myśli, uwagi i pytania, to zapraszam do dyskusji w komentarzach, a tymczasem polecam Wam jeszcze dodatkowe treści pogłębiające i rozwijające poruszone tu tematy:

Sztuka Rozmowy – bardzo obszerny wpis, w którym opisuje 14 porad dotyczących rozmowy rozumianej jako „dotknięcie duszy” drugiej osoby. W tym wpisie nie znajdziecie żadnych powierzchownych technik, ale samą esencję tego, czym jest prawdziwa rozmowa na podstawie filozofii dialogu Martina Bubera.

Jak Zbudować Dobre Relacje z Innymi – darmowy kurs mailowy składający się z 13 lekcji. Kurs został przygotowany w ramach projektu edukacyjnego PrawdziwySkarb.pl i omawia budowanie naszych relacji w wielu różnych wymiarach. Emocji, przebaczenia, rozwiązywania konfliktów, komunikacji, wychowania, rodziny, pieniędzy, biznesu, pracy w zespole, motywowania innych, relacji sąsiedzkich, zmiany społecznej i synergii. Mnóstwo wiedzy za darmo (choć możecie wesprzeć projekt kupując jeszcze bardziej rozbudowany kurs Prawdziwe Relacje).

Bezinteresowność się opłaca, czyli jak działa ekonomia wdzięczności – wpis o pewnym paradoksie „opłacalnej bezinteresowności” związanym z naszymi relacjami. W tym wpisie wspominam również o bardzo ciekawej książce założyciela sieci hotelów Joie de Vivre Chipa Conleya Droga na szczyt: Sekret szczęśliwej firmy, w której autor opowiada, jak oparł swój biznes na zaspokajaniu potrzeb pracowników, klientów i inwestorów na podstawie koncepcji Maslowa.

II. Współpraca – drugi rozdział mojego podręcznika Jak Uczyć Skuteczności. Jak pewnie zauważyliście jestem zdania, że na ma mowy o szczęśliwym i spełnionym życiu, ani o szeroko rozumianej skuteczności jeśli nie potrafimy współpracować. Dlatego też cały rozdział poświęcony jest budowaniu współpracy w czterech wymiarach: relacje (podrozdział właściwie opisany w tym wpisie), komunikacja, przywództwo (o autorytecie i inspirowaniu innych), misja (o sensowym życiu dla innych).

 

Polecam Wam również inne wpisy na moim blogu opisane tagiem Życie z innymi. Tym tagiem oznaczam wszystkie wpisy odnoszące się treściowo do tematów współpracy, pracy w zespole, relacji, dogadywania się z innymi, przywództwa, itp.

 

 

Jak się Wam podoba, to co tutaj opisałem? Macie jakieś uwagi, pytania, komentarze? Zapraszam do dyskusji.

 

 

Bibliografia:

Dweck C. S. (1999). Caution – Praise can be dangerous. American Educator, 23(1), s. 4-9.

Grant A. (2014). Dawaj i bierz. Warszawa: Muza.

Maslow A. (1962). Toward a Psychology of Being. Nowy Jork: Van Nostrand.

Sheldon K.M., Lyubomirsky S. (2006). How to increase and sustain positive emotion: The effects of expressing gratitude and visualizing best possible selves. The Journal of Positive Psychology, 1(2), s. 73–82.

  •  

    Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o skutecznym działaniu, zapraszam do zapoznania się z moim podręcznikiem: Jak Uczyć Skuteczności.

    Jest to podręcznik osobistej skuteczności, z wiedzą, którą powinniśmy poznać jeszcze w szkole.

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

     

 

Pobierz Darmowy E-book

2 thoughts to “Jak budować dobre relacje. 7 kroków do dobrych relacji”

  1. Świetnie ukazane zależności oraz różnorakie spojrzenie na kierunkowanie relacji. Zebrane w jednym miejscu zagadnienia, które mi bardzo pomogą.

    1. Dziękuję za miłe słowo. Właśnie taka była idea tego wpisu, żeby w jednym miejscu zebrać najważniejsze sprawy dotyczące dobrych relacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *