Bezinteresowność się opłaca, czyli jak działa ekonomia wdzięczności

Jak to bezinteresowność się opłaca? Przecież jak robimy coś z myślą o tym, że ma się opłacać, to to nie jest bezinteresowne. To prawda, ale z drugiej strony chcę Wam pokazać, że bezinteresowność się naprawdę opłaca i to zarówno w przestrzeni spraw niematerialnych, jak i w przestrzeni ogromnych biznesów.

 

Zacznijmy od pewnego bardzo ciekawego rozróżnienia. W swojej świetniej książce Dawaj i bierz Adam Grant (polskie wydanie 2014) zauważa, że generalnie ludzi możemy podzielić na takie trzy grupy:

Biorcy – tacy, co więcej biorą, niż dają, czyli generalnie bardziej myślą o sobie i swoich interesach niż o innych

Rewanżyści – tacy, co jak jesteś dla nich dobry, to oni też są dla Ciebie dobrzy, a jak jesteś dla nich zły, to oni też dla Ciebie tacy są, jak na niego krzykniesz, on krzyknie na Ciebie, a jak dasz mu prezent, to możesz się spodziewać prezentu od niego – czyli mniej więcej tyle samo dają i co dostają

Dawcy – tacy, co więcej dają, niż dostają, bardziej zależy im na interesach ludzi wokół nich, niż na swoich (choć, to nie znaczy, że o swoje nie dbają)

 

Oczywiście jest to pewnego rodzaju uproszczenie i generalizacja, bo w każdym z nas jest coś z biorcy, rewanżysty i dawcy i różnie możemy zachowywać się w różnych sytuacjach, ale rozróżnienie to pokazuje nam właśnie takie trzy rodzaje postaw jakie możemy mieć wobec innych.

 

I teraz, znów nieco upraszczając (ale upraszczamy tylko po to, żeby lepiej rozumieć rzeczywistość, bo wiecie, że tyle jest typów ludzi ile ludzi :)), możemy powiedzieć, że rewanżystów jest wśród nas najwięcej, a dawców i biorców mniej. Możemy sobie wyobrazić, że postawy te rozkładają się w populacji mniej więcej zgodnie z rozkładem normalnym, czyli tak (oczywiście, to tylko taki obraz, a nie wyniki badań):

 

I teraz pytanie do Was: jak myślicie, w której z tych grup (postaw) jest najwięcej tzw. „życiowych nieudaczników”, czyli ludzi, którzy są przez wszystkich na około pomiatani i wykorzystywani?

Pewnie większość z Was pomyślała sobie, że w grupie dawców. Tak to jest prawidłowa odpowiedź: wśród ludzi, którzy uważają, że im w życiu „nie wyszło”, najwięcej jest w grupie dawców.

 

Teraz drugie pytanie: jak myślicie, w której z tych grup (postaw) jest najwięcej ludzi sukcesu, czyli ludzi, takich, którzy uważają, że osiągnęli (lub właśnie osiągają) życiowy sukces, dobrze zarabiają i w ogóle są zadowoleni z siebie i z swojego życia?

 

  •  

    Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o skutecznym działaniu, zapraszam do zapoznania się z moim podręcznikiem: Jak Uczyć Skuteczności.

    Jest to podręcznik osobistej skuteczności, z wiedzą, którą powinniśmy poznać jeszcze w szkole.

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

     

 

Co myślicie?

Może wśród biorców? Przecież im właściwie tylko zależy na sobie, innych mają gdzieś, takie „rekiny sukcesu”, a więc pewnie osiągają to co chcą.

A może wśród rewanżystów? To taka postawa handlarza, który reaguje dobrem na dobro, a złem na zło, taki to sobie pewnie potrafi poradzić, bo jednemu dokopie, a z innym z korzyścią pohandluje.

A czy ktoś z Was pomyślał, że takich ludzi jest najwięcej wśród dawców? Właśnie tak jest i na to wskazują badania i analizy, które przeprowadził Grant. Tak wśród spełnionych ludzi sukcesu najwięcej jest DAWCÓW! Zaskakujące, no nie?

 

Ale jak to możliwe: wśród dawców jest zarówno najwięcej „życiowych nieudaczników” jak i ludzi sukcesu. Logicznie jest to możliwe, ponieważ jeżeli teoretycznie weźmiemy wszystkich „życiowych nieudaczników”, to okaże się, że większość z nich to dawcy, ale jeżeli weźmiemy wszystkich dawców, to wcale nie jest tak, że wśród nich większość to „życiowi nieudacznicy”. Na takim wykresie słupkowym może mniej więcej wyglądać to tak (znów powtarzam: wykresy te mają zobrazować nam zjawisko, o którym tutaj mówimy, żebyśmy je lepiej zrozumieli i wyciągnęli z nich wnioski, są uproszczeniem i nie wynikają z jakiś konkretnych liczbowych danych):

 

Czyli matematycznie jest to możliwe, ale życiowo, to jak? Przecież wydawałoby się, że to właśnie wśród biorców lub rewanżystów będzie najwięcej ludzi, którzy osiągnęli sukces, bo po prostu o niego zabiegali, tzn. dbali o własne interesy.

 

No właśnie, tylko:

Po pierwsze: co to w ogóle znaczy sukces? Czy pieniądze są miarą sukcesu, a może wewnętrzne poczucie spełnienia?

Po drugie: czy bycie dawcą wyklucza zabieganie o własne interesy?

Po trzecie: czy zabieganie o własne interesy niechybnie prowadzi nas do sukcesu?

 

Przeanalizujmy te sprawy po kolei:

1. Rozważni dawcy osiągają sukces w każdej dziedzinie swojego życia: w kwestii majątku, dobrych relacji, wewnętrznego poczucia spełnienia, itp. Zaraz wyjaśnię jak to jest możliwe.

2. Oczywiście, że bycie dawcą i myślenie bardziej o innych niż o sobie w żaden sposób nie wyklucza dbania również o swoje interesy. To, że więcej dajesz niż dostajesz wcale nie oznacza tego, że dostajesz mało. Bo w ogóle, to, że coś dajesz wcale nie oznacza, że to tracisz i dalej tego nie masz.

3. A przecież tak w ogóle wcale nie jest tak, że zabieganie o swoje interesy prowadzi do sukcesu. Możesz się spinać i wysilać, a i tak nic Ci nie wyjdzie.

 

Trochę to wszystko zagmatwane i może ktoś z Czytelników się już nieco pogubił, ale tak naprawdę to jest dosyć proste. Bardzo proste wytłumaczenie tej sprawy znajdziemy w starożytnym podręczniku skutecznego działania, który bardzo lubię cytować, bo naprawdę w doskonały sposób wyjaśnia nam rzeczywistość, w Piśmie Świętym i to zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Chodzi tu o Przykazanie Miłości.

Jezus zapytany przez jednego z faryzeuszy, o to, co jest w życiu najważniejsze (konkretnie zapytał Go o to, które przykazanie jest najważniejsze) odpowiada:

 

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. (Mt 22, 37-39)

 

I w rozważanej przez nas sprawie chodzi o drugą część tej wypowiedz, nazywaną również Drugim Przykazaniem Miłości. Co ciekawe znajdujemy je również w Starym Testamencie:

 

Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. (Kpł 19, 18)

 

Zobaczcie, że nam się czasami wydaje, że jak kocham siebie (tzn. dbam o interesy swoje), to nie kocham innych. Albo jak kocham innych, to już nie kocham siebie. Bardzo często w głowie mamy coś takiego:

 

Taki jakby jeden wymiar miłości. Ale przecież to nie prawda, bo rzeczywistość jest bardziej skomplikowana (na szczęście, nie aż tak bardzo) i miłość ma dwa wymiary (miłości samego siebie i miłości drugiego człowieka, jest jeszcze oczywiście wymiar miłości Boga, ale to troszkę inna sprawa, która nie jest tematem naszych rozważań, choć ja osobiście uważam, że bez miłości Boga tak naprawdę nie jesteśmy w stanie kochać ani siebie, ani innych):

 

I te oto dwa wymiary możemy wpisać w taki oto prostokątny układ współrzędnych:

 

Tak więc mamy 4 rodzaje osób (albo bardziej nastawień, ponieważ w różnych sytuacjach możemy zachowywać się różnie):

  1. Osoby, które dbają o swoje interesy oraz o interesy innych, np. rewelacyjny sprzedawca, który sprzedaje bardzo dobre produktu i ludzie mu za to dobrze płacą
  2. Osoby, które dbają tylko o interesy innych, np. ktoś, kto poświęca całe życie dla innych, ale nie troszczy się o siebie
  3. Osoby, które nie dbają o niczyje interesy, nawet swoje, np. ktoś chory na depresję
  4. Osoby, które dbają tylko o swoje interesy, np. ktoś bardzo egoistyczny

 

Oczywiście ten podział nieco upraszcza rzeczywistość, ponieważ w różnych sytuacjach możemy się różnie zachowywać, ale chcę dzięki niemu pokazać Wam pewną ważną sprawę: Jak myślisz która z tych czterech grup osób jest najbardziej skuteczna? Jak się pewnie domyślacie odpowiedź brzmi: Ludzie sukcesu to ludzie, którzy maksymalnie dbają zarówno o interesy swoje, jak i o interesy innych.

 

Chyba nie muszę Wam tłumaczyć dlaczego tak jest. Rzeczywistość skonstruowana jest po prostu tak, że jeśli sprzedajesz komuś dobry produkt, to on chce Ci dobrze płacić, jeśli się do kogoś uśmiechasz, to ten ktoś uśmiecha się do Ciebie, jeśli pomagasz innym, możesz spodziewać się pomocy ze strony innych, itp. itd. Oczywiście czasami zdarzy się tak, że ktoś będzie chciał Cię wykorzystać i np. oszukać w biznesie lub relacji. Czasami warto takie sytuacje po prostu „wpisać w koszty”, w skrócie się nimi nie przejmować, ale też po prostu nie zapominać o tym, że mamy dbać o siebie (swoje interesy) na równi z interesami innych, w co wpisuje się właśnie np. fakt nie dawania się oszukać.

 

I oto mamy gotowy przepis na sukces: maksymalnie dbaj o dwa wymiary: miłość swoją i miłość drugiego.

 

No właśnie, ale czy zawsze da się tak żyć po równo dla siebie jak i dla drugiego. Może tak w 100% po równo się nie dla, ale z praktycznego punktu widzenia bardzo skuteczną, zarówno w życiu osobistym, jak i w biznesie poradą jest: najpierw kochaj bliźniego, a dopiero potem siebie. Konkretnie:

Najpierw daj wartość dopiero potem spodziewaj się zapłaty (oczywiście nie chodzi tutaj o to, żeby wysyłać ludziom produkty zanim za nie zapłacą, a przecież biznesowy model MVP bardzo często konstruowany jest wokół zasady: najpierw sprzedaj – potem produkuj, ale chodzi tutaj o nasze nastawienie do biznesu, o to, czy myślimy o wartości, którą dajemy klientom i czy ją maksymalizujemy – o wartości w biznesie więcej było w tym wpisie).

Najpierw staraj się rozumieć, dopiero potem być rozumianym (to tak w ogóle 4. Coveyowski nawyk skutecznego działania).

Najpierw kochaj, a dopiero potem przyjmuj miłość.

Najpierw daj, a dopiero potem proś (a Gary Vaynerchuk podpowiada nam nawet: Dawaj, dawaj, dawaj, a dopiero potem proś).

Najpierw zastanów się jaką wartość dasz swojemu pracodawcy, a dopiero potem jaką on da Tobie (a jak my często robimy na odwrót zrażając do siebie w czasie rozmowy kwalifikacyjnej – o tym było w tym wpisie)

Może zrób coś bezinteresownie dla innych, nie oczekując czegoś w zamian, a to coś w zamian z dużym prawdopodobieństwie do Ciebie wróci. To nie jest jakaś magia, czy coś w tym stylu, ale tak to po prostu działa.

 

Ale dlaczego w ogóle najpierw to ja mam pierwszy rozpoczynać od dawania wartości? Czyli na czym polega ekonomia wdzięczności?

 

1. Reguła wdzięczności

Pamiętacie, co wspomnieliśmy wcześniej o biorcach, rewanżystach i dawcach. Najczęściej pojawiającą się postawą jest postawa rewanżysty, ale czasami nawet ludzie, którzy nastawieni są do innych tylko z myślą o braniu, wchodząc w relacje z innymi bardzo często odwdzięczają się za to co dostają (bo im się to opłaca).

Oczywiście w krótkofalowej perspektywie dawanie innym więcej niż się dostaje może być dla nas niekorzystne, ale na dłuższą metę ludzie w końcu mogą to dostrzec i będą nas doceniać. Jeśli pomagasz kolegom w pracy, to na pewno kiedyś Ci się odwdzięczą, jeśli sprzedajesz ludziom to czego naprawdę potrzebuj myśląc najpierw o tym, czego oni potrzebują, a nie Ty (nie to czego chcą, ale to czego potrzebują: przecież jesteś ekspertem od produktu, który sprzedajesz i może być tak, że wiesz lepiej od swojego klienta, czego potrzebuje), to po prostu będą od Ciebie kupować.

 

2. Mamy takie same pragnienia

Zobaczcie, że każdy z nas ma podobne pragnienia bycia rozumianym, szanowanym, docenianym – w skrócie kochanym. Skoro wszyscy mamy takie pragnienia wobec innych, to najszybszą drogą do ich realizacji jest odpowiadanie na nie u innych w myśl zasady: jeśli czujesz się samotny to zadzwoń, a nie czekaj na telefon od kogoś, chcesz się z kimś spotkać, to się umów, a nie czekaj, aż się odezwie, chcesz, żeby ktoś się do Ciebie uśmiechał, Ty uśmiechaj się do niego, chcesz kupować porządne produkty, sam takie sprzedawaj.

 

3. Tak się robi najskuteczniejszy rodzaj marketingu, czyli tzw. content marketing

Content marketing, czyli „marketing treścią” polega na tym, że dajesz swoim potencjalnym klientom bardzo dużo wartości (najczęściej wiedzy) za darmo nie oczekując nic w zamian. Prowadzenie profesjonalnego bloga o tematyce, która interesuje Twoich klientów, nie tylko kreuje Ciebie jako eksperta, ale także pokazuje innym, że zależy Ci na ich dobru, chcesz dać im coś wartościowego, a jeszcze bardziej, że tak naprawdę macie wspólne cele, np. dbanie o środowisko.

 

To jest w ogóle temat na cały duży wpis z ciekawym case study, ale wspomnę Wam tylko o content marketingu, który nieświadomie zacząłem robić w pracy. Może wiecie, że zawodowo pracuję w Fundacji Szczęśliwe Dzieciństwo w Lublinie i jednym z działań, które robimy jest prowadzenie ośrodka edukacyjnego Centrum Dobrego Wychowania w małej miejscowości pod Lublinem. Parę ładnych lat temu zacząłem zajmować się nieco merytoryką Centrum. Jednym z podjętych wtedy działań było rozpoczęcie pisania profesjonalnego bloga z poradami i materiałami do pobrania dla nauczycieli, wychowawców i generalnie wszystkich osób, które pracują z grupami. Na naszym blogu po prostu umieszczamy materiały, które sami wykorzystujemy w naszej pracy z dziećmi i młodzieżą. Po kilku miesiącach z kilkunastu pierwszych blogowych wpisów skomponowaliśmy mailowy bezpłatny kurs: Jak Skutecznie Pracować z Grupą i Klasą, na który zapisuje się kilkaset osób miesięcznie. W międzyczasie wprowadziliśmy również kursy płatne (od jesieni 2016), stworzyliśmy internetowy sklep z gadżetami, a poza tym wciąż realizujemy warsztaty i wycieczki dla klas (oczywiście cały czas ulepszane i dostosowywane do potrzeb uczniów). I wiecie co jest najciekawsze, że kiedy zaczynaliśmy tę działalność przyjeżdżały do nas klasy właściwie tylko z najbliższej okolicy (tj. z Lublina i województwa lubelskiego), a obecnie przyjeżdżają do nas klasy z całej Polski. To tylko taka zajawka, pokazująca jak działa marketing treścią, czyli udostępnianiem bezpłatnej treści, ale kiedyś podzielę się z Wami całym studium rozwoju Centrum.

                                                                                                       

4. Tak się robi wielkie biznesy

Firmy, które odnoszą sukcesy wiedzą, że bez nastawienia na klienta, myślenia o jego dobru i interesie, wychodzenia mu naprzeciw i dawania więcej niż oczekuje, nigdy nie udało się nikomu zbudować wielkiego biznesu (a nawet jak się udało, to taki biznes i tak prędzej czy później się zawali, zob. przykład Enronu – wielkiego koncernu energetycznego w USA, który oszukiwał swoich inwestorów, właścicieli, pracowników i klientów, koncern się zawalił, a właściciel o mało co nie trafił do więzienia – zmarł na zawał serca przed ogłoszeniem wyroku).

Zobaczcie jak działają wielkie firmy informatyczne, np. Google lub Facebook: dają ludziom ogromną wartość za darmo, przez to mają wielu użytkowników i mogą zarabiać na reklamach.

Podobnie blogerzy lub youuberzy: dają ludziom za darmo bardzo dużo wartości, porad, rozrywki, itp., a przez to mają wielu odbiorców i mogą zarabiać na reklamach lub proponować płatne produkty (np. książki, a propos, czy już kupiłeś/aś moją książkę Jak Uczyć Skuteczności). Tak swoją drogą doświadczenie pokazuje, że im dłużej odwlekasz moment poproszenia swojej społeczności o jakieś działanie, np. kupno, tym więcej możesz otrzymać. Ale tak naprawdę przecież na tym polega ekonomia: jeśli dłużej prowadzisz bloga, to dasz ludziom więcej wartości i tym więcej możesz potem otrzymać. Świetnie opisuje to Michał Szafrański w Zaufanie, czyli Waluta Przyszłości (2018).

 

Bardzo dużo naprawdę inspirujących przykładów znajdziecie w Ekonomii Wdzięczności Vaynerchuka (polskie wydanie 2017). M.in. opisany jest tam przypadek sieci hoteli Joie de Vivre, która przez rewelacyjną obsługę klienta, która dawała hotelowym gościom o wiele więcej niż ktokolwiek mógł się spodziewać, w tym nietypowych usług i miłych niespodzianek, sprawiła, że klienci po prostu chcieli tam mieszkać. Swoją drogą polecam Wam książkę założyciela Joie de Vivre Chip Conleya Droga na szczyt: Sekret szczęśliwej firmy (polskie wydanie 2015), który bardzo ciekawie opowiada o tym jak odpowiadać na WSZYSKIE potrzeby klientów, pracowników i inwestorów (wyróżniłem słowo wszystkie, bo autor radzi nam, żeby odpowiadać, nie tylko na potrzeby, których zaspokojenia możemy się oczywiście spodziewać – tj. np. zaspokojenie potrzeby noclegu przez hotel – ale wszystkie potrzeby zgodnie z teoria potrzeby piramidy Maslowa, czyli hotel, który zaspokaja Twoje potrzeby przynależności, szacunku i samorealizacji – oczywiście potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwa również).

 

No właśnie: robienie czegoś z myślą o innych, bez zapominania o sobie się opłaca i przynosi korzyści, ale czy to oznacza, że możemy powiedzieć, że bezinteresowność się opłaca. Może stwierdzenie to jest tezą sprzeczną samą w sobie. Albo jesteś bezinteresowny, albo robisz coś z myślą, że Ci się coś opłaca? Dawanie innym ludziom tego czego potrzebują sprawia, że będą Ci się odwdzięczać (pomijając sporadyczne wyjątki opisywane zasadą „człowiek człowiekowi wilkiem”, czyli kiedy ktoś Cię po prostu oszuka), ale czy możesz wtedy powiedzieć, że robisz to bezinteresownie?

 

W takim razie, czy coś takiego jak bezinteresowność w ogóle istnieje?

A może jest tak: Ważny jest powód dla którego coś robisz, Arystotelesowska przyczyna celowa, czyli pytanie dlaczego robisz to co robisz? Czy robisz to z myślą o swoim interesie, czy z myślą o interesie innych? Czy z myślą o interesach obydwu stron, a może jeszcze ciekawiej: o czymś do jest ponad Tobą i tą druga osobą, o jakimś Waszym wspólnym celu (np. zmienianiu polskiej edukacji – takie hasło streszczające misję Centrum Dobrego Wychowania wpisuje się zarówno w nasze cele, jak i cele naszych klientów)?

 

Moim zdaniem naprawdę warto robić różne rzeczy bezinteresownie, czyli nie oczekiwać od innych czegoś w zamian, ale jednocześnie być otwartym, jeśli będą chcieli coś dawać (lub co najmniej stworzyć im taką możliwość), konkretnie:

– Pomagasz sąsiadce umyć samochód, nie oczekujesz niczego w zamian i nie masz pretensji jeśli nic nie dostaniesz, ale kiedy daje Ci za to czekoladę to ją przyjmujesz z wdzięcznością (tak w ogóle jakby Ci dała 4 zł, za które kupiła tą czekoladę, to byś się obraził, ale czekoladę zjadasz ze smakiem).

– Prowadzisz bloga dzieląc się z ludźmi wartością i nie oczekujesz niczego w zamian, ale stwarzasz możliwość kupienia produktów, choć nie masz pretensji, kiedy ludzie ich nie kupują i nie piszesz im maili wywołujących wyrzuty sumienia, np. w stylu: utrzymanie bazy mailowej z Twoim adresem na który regularnie wysyłam Ci wartość, kosztuje mnie tyle i tyle, a Ty nic z tym nie robisz – niestety kiedyś widziałem takie maile (tak właściwie to możesz mieć pretensje jedynie do siebie, bo jeśli dajesz ludziom wartość, to naprawdę będą chcieli kupować Twoje produkty)

Jesteś dobrym człowiekiem, pomagasz innym i żyjesz dla nich, ale nie oczekujesz niczego w zamian i nie masz pretensji do innych, kiedy zachowują się wobec Ciebie nie w porządku (tak naprawdę to znów możesz mieć pretensje tylko do siebie, może naprawdę nie jesteś taki dobry jak Ci się wydaje?, a może po prostu nie doceniasz i nie zauważasz dobra, które otrzymujesz od innych i wyolbrzymiasz jednostkowe sytuacje, kiedy ktoś jest wobec Ciebie niewdzięczny?)

 

A tak w ogóle, czy my za często nie oceniamy innych i nie patrzymy na nich w takim prostym schemacie:

ktoś jest interesowny => chce nas wykorzystać, to jest nie w porządku => ale z drugiej strony dba o siebie => też tak chcę

 

albo jeszcze tak:

ktoś jest interesowny, ale udaje bezinteresownego => to jeszcze gorzej, bo nas bardziej wykorzysta => ale więcej zyska dla siebie => ja też tak chcę

 

a czy rzeczywistość nie jest taka?

ktoś jest bezinteresowny => przynosi to korzyść ludziom wokół niego => przynosi to korzyść jemu

 

Po prostu wygrana – wygrana. O tej zasadzie pisałem więcej tutaj.

 

Pisałem już o tym w Jak Uczyć Skuteczności, ale powtórzę to tutaj jeszcze raz, bo wydaje mi się to bardzo ważne, a niestety czasami o tym zapominamy:

Czasami pytam młodzież, co jej zdaniem jest najważniejsze w biznesie. Jak się pewnie domyślacie, zdecydowana większość twierdzi, że pieniądze (czyli w uproszczeniu moje interesy, bo to ja mam zarabiać na biznesie pieniądze), na co ja odpowiadam, że pieniądze to narzędzie, a tak naprawdę najważniejsze jest coś innego: dawanie innym wartości. I wiecie, co jest ciekawe? Że nie spotkałem jeszcze osoby, która by się z tym nie zgodziła – nawet jak ktoś chce zarabiać naprawdę duże pieniądze, to zauważa, że aby tak się stało, przede wszystkim powinien dawać innym wartość.

Powiem Wam coś jeszcze ciekawszego: kiedy zadaję młodym ludziom pytanie, co jest w życiu najważniejsze, to pada oczywiście wiele odpowiedzi, ale kiedy poproszę, by podać odpowiedź jako czasownik (czyli co robić?), to wszystkie odpowiedzi generalnie można by moim zdaniem sprowadzić do jednej. Bardzo często po chwili ciszy (poza głębszą refleksją nierzadko trzeba sobie przypomnieć, co to w ogóle jest czasownik) pojawia się słowo „kochać”. Można by rzecz jasna dyskutować, co to oznacza, i wskazać, że nawet jeśli coś deklaratywnie jest dla nas najważniejsze, może to nie mieć odzwierciedlenia w życiu. Pokazuje to jednak, że gdzieś w głębi każdego z nas jest takie przekonanie, że prawdziwie dobrze przeżyte życie związane jest właśnie z życiem dla innych.

 

I właśnie do takiej bezinteresowności Was namawiam:

Rób coś dla innych, nie spodziewając się korzyści (w skrócie bądź bezinteresowny), a będziesz miał je duże.

 

Co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

 

Bibliografia:

Conley C. (2015). Droga na szczyt. Sekret szczęśliwej firmy. Charaktery.

Grant A. (2014). Dawaj i bierz. Warszawa: Muza.

Szafrański M. (2018). Zaufanie czyli waluta przyszłości. Moja droga od zera do 7 milionów z bloga. Grupa Wydawnicza Relacja.

Vaynerchuk G. (2017). Ekonomia wdzięczności. Osmpower.

 

Pobierz Darmowy E-book

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *