Czasami bardzo ciężko jest nam zrozumieć siebie samego, a zwłaszcza w kontekście spotykających nas różnych życiowych doświadczeń (bo najczęściej kiedy wszystko jest dobrze nie zastanawiamy się aż tak mocno nad sobą). Pytamy się wtedy „po co to?”, „dlaczego mnie to spotkało?”. W tym wpisie chcę przedstawić Wam 5 konkretnych narzędzi (ćwiczeń, zadań), które pomogą znaleźć odpowiedzi na te pytania.
Plan wpisu:
Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem…, tylko trzeba sprzątnąć
Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym…
Szerokie patrzenie na swoje życie, nie tylko przez pryzmat jednorazowych doświadczeń
5 narzędzi pozwalających na lepsze rozumienie siebie
1. Niezrobienia czego żałujesz?
2. Głęboka analiza życiowych doświadczeń
5. Arkusz Wartości (w tym online)
Myśli wprowadzające
Tyle wiemy o sobie…
8 września 1955 roku 47-letnia nauczycielka Ludwika Wawrzyńska uratowała z pożaru czworo małych dzieci. Oparzenia doznane w wyniku tego bohaterskiego czynu doprowadziły do jej śmierci i zapewne w ogóle byśmy o niej nie słyszeli, gdyby nie fakt, że postać tę upamiętniła Wisława Szymborska w swoim wierszu Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej. Zakończeniem tego utworu są chyba jedne z najbardziej znanych słów kojarzonych z tą poetką (no może jeszcze poza „Nic dwa razy się nie zdarza”, ale to chyba bardziej dzięki Sanah):
Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.
Mówię to wam
ze swego nieznanego serca
Ten popularny cytat pięknie oddaje myśl, że trudne doświadczenia (a bardziej to, jak na nie reagujemy) pozwalają nam na odkrywanie prawdy o sobie. Czy nie można by rozwinąć tej myśli trochę głębiej i nawet zaryzykować stwierdzenia, że dopiero przy doświadczeniu trudności człowiek staje się sobą? Czy nie jest tak, że bez doświadczenia trudności (zresztą nie tylko trudności, bo piękne i przyjemne doświadczenia życiowe też nas kształtują) człowiek nawet nie tylko nie dowie się prawdy o sobie, ale nawet właśnie nie będzie mógł w pełni stać się sobą (podobnie jak np. w myśli Bubera człowiek nie staje się sobą jeśli nie wchodzi w relacje – nie spotyka się z kimś innym niż on sam).
Próbując coś zrozumieć na najgłębszym poziomie bardzo często pytamy o sens. Jaki sens mają życiowe doświadczenia, które nas spotykają – tzn. tak potocznie rozumując „po co one są?”. Czy w ogóle po coś? Jaki sens ma całe nasze życie? Czy pytanie o sens jest w ogóle zasadne?
Żeby bardzo głęboko odpowiedzieć na pytanie czy coś ma sens, czy nie (lub nawet czy jest coś takiego jak sens?), trzeba by sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie: „co to jest sens?”, albo „co jest sensem?”. Chcąc być szczerym wobec samego siebie szukając odpowiedzi na te pytania niechybnie dotknęlibyśmy kwestii światopoglądu i wiary (lub nie) w Stwórcę. Oczywiście nie należy uciekać od takich pytań i może właśnie różne nasze życiowe doświadczenia są po to, żeby te kwestie rozważać. Na pewno jednak w bardziej przyziemnym rozumieniu słowa „sens” dostrzegamy coś na rodzaj „celu szczegółowego”, którego realizacja ma nas doprowadzić do bardziej ogólnego celu, np. „ma sens się napić, kiedy jestem spragniony”, „ma sens kładzenie cegły na cegle, kiedy chcę zamieszkać w domu, który właśnie buduję” itp.
I teraz zobaczcie, że nawet w takim (może nieco płytkim) znaczeniu słowa „sens” jest sens pytać się o sens spotykających nas wydarzeń J. W pewien sposób możemy traktować spotykające nas życiowe doświadczenia (zresztą w tej kategorii będą także właśnie spotkania, np. poznanie nowej osoby) jako zaproszenia, a z zaproszeniem jest tak, że na nie odpowiadasz lub nie (brak odpowiedzi też jest odpowiedzią, czego często doświadczam zapraszając ludzi na różne wydarzenia J). Doświadczenia są wezwaniem do działania, na które możesz odpowiedzieć lub nie.
Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem…, tylko trzeba sprzątnąć
Wyobraź sobie, że chcesz nalać mleka do kawy i nagle przez przypadek rozlewasz pół litra na podłogę (komu się nie zdarzyło? Tak swoją drogą, ja piję kawę bez mleka J). Czy wtedy zadajesz sobie pytanie o sens tego wydarzenia? Pytasz, „czy tak miało być?”, „dlaczego to mnie spotkało?”, „co powinienem/powinnam z tym zrobić?”. No raczej nie! (Choć mi się zdarza.) Raczej od razu wiemy, co mamy w takiej sytuacji zrobić: po prostu posprzątać (przecież „nie warto płakać nad rozlanym mlekiem”, no nie?). Tak swoją drogą najlepiej zrobić to jak najszybciej i jak najdokładniej, bo zepsute mleko wydziela bardzo nieprzyjemny zapach. Czy w takiej sytuacji w ogóle sensowne jest pytanie się o sens tego wydarzenia? Ale też chyba nie powiemy, że sensem tego wydarzenia jest to, żebyśmy sprzątnęli mleko (a może dopatrywać się tutaj głębszego zaproszenia do sprzątnięcia całego mieszkania?). W jakimś sensie tutaj chyba nie warto aż tak mocno dopatrywać się głębokiego sensu takiego wydarzenia (żeby nie rozdzielać włosa na czworo) – tutaj sensem jest to, żebyś zrobił/a, co masz zrobić i żył/a dalej, a następnym razem przy nalewaniu mleka był/a już bardziej ostrożny/a.
W takiej sytuacji sprawa jest prosta. Kiedy jednak spotykają nas w życiu nieporównywalnie trudniejsze wydarzenia, np. wypadek, choroba, śmierć bliskiej osoby, rozstanie, czy utrata pracy nie zawsze tak wprost wiemy, co mamy zrobić. Choć wydaje mi się, że i tutaj możemy zaryzykować stwierdzenie, że trzeba zrobić „co masz zrobić” i żyć dalej mądrzejszy o nauczkę. Oczywiście nie chcę spłycać spotykających nas trudnych wydarzeń (i wewnętrznego bólu, który im towarzyszy, bo to łatwo tak o tym pisać, a trudniej przeżywać) do rozlanego mleka, ale pokazać, że w pewnym sensie takie (nieco mechanistyczne) patrzenie może być pewną formą radzenia sobie z bólem – obniżenia go przez takie jakby „oddzielenie się” od swoich emocji – właśnie po to, żeby skuteczniej podjąć konstruktywne działanie (o tych dwóch krokach – 1) obniżenie emocji, 2) działanie – pisałem szerzej w wpisie o radzeniu sobie z stresem). Jeśli w jakiś sposób spróbujesz popatrzyć na nawet trudne spotykające Cię doświadczenia jak właśnie na rozlane mleko, które trzeba sprzątnąć i żyć dalej, to może być Ci łatwiej podjąć sensowne działanie w odpowiedzi na to wydarzenie (np. leczenie w chorobie, przeżywanie żałoby, szukanie nowej pracy itp.).
Traktowanie trudnego doświadczenia, jako zaproszenia do działania możliwe jest nawet wtedy, kiedy obiektywnie nic z danym wydarzeniem nie możemy zrobić (lub przynajmniej w tym momencie, np. kiedy ktoś został uwięziony w obozie koncentracyjnym (zob. Frankl, 2009) lub doznał paraliżu) – wtedy jest to zaproszenie do tego, żeby się poddać.
Też tak zobaczcie na marginesie, że my zazwyczaj trudne spotykające nas doświadczenia mamy tendencję do traktowania jako kształtujące w nas takie szlachetne cechy jak np. wytrwałość, odporność, niepoddawanie się itp., a warto zwrócić uwagę na to, że owo „sprawdzenie” z wiersza Szymborskiej może dotyczyć także tego, czy zachowamy się zgodnie z wyznawanymi przez nas wartościami, czy nie stchórzymy albo czy nawet „nie wyjdzie” z nas najgorsze zło. Pisałem o tym wcześniej w kontekście pokory, przybliżając m.in. myśl Jordana Petersona, przypominającą że „każdy człowiek ma w sobie bezgraniczną zdolność do czynienia zła” (2018, s. 236). Ta zdolność najczęściej objawia się w nas właśnie dopiero wtedy, kiedy znajdujemy się w jakiejś bardzo trudnej sytuacji.
Doświadczenia zapraszają nas do wyruszenia w przemieniającą podróż, dzięki której możemy pomóc w zmianie innym
W ostatnim czasie eksplorowałem bardzo ciekawy, obecny w wielu kulturach motyw podróży bohatera: przeczytałem moim zdaniem nieco trudną książkę Bohater o tysiącu twarzy Josepha Campbella (1949/2013) oraz o wiele prostszą w przekazie Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy Christophera Voglera (2009) z świetnymi analizami współczesnych dzieł, np. Króla Lwa, Tytanica, czy Pulp Fiction i na ich podstawie opracowałem Zeszyt Podróży Rozwojowej z 24 ćwiczeniami praktycznie rozwijającymi treści z Jak Uczyć Skuteczności (2019). W filmiku o Zeszycie pokrótce przybliżam motyw podróży bohatera.
W motywie podróży bohatera zaproszeniem do wyruszenia w podróż jest jakieś doświadczenie bohatera (często trudne, a na pewno nieprzewidywalne), które narusza status quo świata, w którym żyje. Oczywiście bardzo często w pierwszym odruchu bohater odrzuca to zaproszenie (zupełnie jak my), bo świat, w którym żyje, choć jest może trochę nudny, ale za to przewidywalny i bezpieczny. Dopiero po kolejnym wezwaniu bohater wyrusza w podróż (a my często nawet po kolejnym nie – ale gdyby bohater wciąż odrzucał wezwania, to jego historia byłaby nieatrakcyjna i ludzie by sobie jej dalej nie opowiadali), która go przemienia, by ten – po powrocie z niej – mógł przemienić swoją społeczność. Motyw ten pojawia się zarówno w opowieściach mitologicznych (np. Odyseja), Biblii (np. Księga Tobiasza), klasycznych baśniach i bajkach (np. Szewczyk Dratewka, Calineczka, Pinokio), jak i bardziej współczesnych historiach i filmach (np. Hobbit, Gwiezdne Wojny, Król Lew, Shrek).
Uniwersalizm kulturowy tego motywu może świadczyć o jego biologicznym podłożu. Brytyjski biolog Daniel Nettle (2005, przybliżałem te myśli już we wpisie o mentalności dostatku) zauważa że ludzie posiadają ewolucyjnie wykształcony jakby niedobór zadowolenia z życia, czyli przekonanie, że mogą być bardziej szczęśliwi niż są obecnie i są przekonani, że tacy będą w przyszłości (co okazuje się jednak nieprawdą). Nettle obrazuje to przykładem pierwotnego plemienia, któremu tego typu mechanizm ewolucyjny każe wyobrażać sobie, że trawa po drugiej stronie gór może być jeszcze bardziej zielona, a w związku z tym warto podejmować działania, żeby się tam dostać (choć jak wiemy ta trawa wcale nie jest tam bardziej zielona). Zobaczcie, że przekonanie o tym, że trawa po drugiej stronie gór jest bardziej zielona jest bardzo ważne dla przetrwania tego plemienia. Gdyby jego członkowie tak nie myśleli, nie przeszliby tych gór, nie odkryliby nowych pastwisk, kiedy obecne mogą okazać się niewystarczające, albo kiedy przyszłaby susza. Ta postawa jest nam (jako ogółowi, ale też jako jednostce) niezbędna do przetrwania i pokazuje nam biologiczną nawet konieczność postawy aktywności (oczywiście mądrej aktywności, a nie tylko jakiejkolwiek, bo aktywność nie musi być tylko odpowiedzią na spotkające nas wydarzenia, ale warto, żeby była również proaktywna – wynikająca z nas samych).
Motyw podróży bohatera ma bardzo wspólnotowy charakter. Młody chłopak Tobiasz wyrusza w swoją podróż, z której wraca nie tylko jako mężczyzna, ale także z lekarstwem dla swojego ślepego ojca (i jeszcze przy okazji pokaźną sumą pieniędzy i piękną młodą żoną). Lekkomyślnie żyjący, zgodnie z zasadą „hakuna matata”, młody Simba wyrusza w podróż do ojczystego kraju, która nie tylko czyni z niego odważnego lwa, ale także uwalania krainę od przebiegłego Skazy. Frodo wyrusza w podróż, która nie tylko czyni go bardziej odważnym i pewnym siebie, ale także ratuje świat od zagłady. Bohater podejmuje przemieniające go wyzwanie (i wezwanie), żeby potem móc przemieniać i pomagać ludziom wokół siebie. Rodzice prawie dorosłej dziewczyny, która uległa wypadkowi i znalazła się w śpiączce, zakładają z myślą przede wszystkim o niej ośrodek neurorehabilitacji, a kiedy ona umiera (a była ich jedynym dzieckiem) dalej prowadzą tą działalność z myślą o innych pacjentach w różnym wieku (to w mega skrócie historia Fundacji Wstawaj Alicja z Lublina). Pewnie sami znacie takie historie. Oczywiście lubimy ich słuchać, wzruszamy się i inspirujemy, ale kiedy nas spotykają nawet mniej bolesne wydarzenia, często bardzo trudno jest nam nawet pomyśleć o tego typu działaniu.
Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym…
Pozwólcie jeszcze na krótką refleksję biblijną wszak jest to dzieło, które zbiera mądrość, która zbudowała naszą cywilizację (więcej będzie o tym na pewno w oddzielnym wpisie z serii Biblijna Skuteczność). W 9. rozdziale Ewangelii według Świętego Jana znajduje się opis uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia. Historia ta zaczyna się od pytania z tezą zadanego przez uczniów: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?” (J 9, 2). Teza ukryta w tym pytaniu brzmi: jego ślepota jest konsekwencja grzechu jego lub rodziców – co zresztą było powszechną opinią w tamtej kulturze (zresztą w naszej kulturze motyw odpłaty też jest bardzo obecny, np. w bajkach, gdzie postacie za dobre czyny spotyka jakaś forma nagrody, a za złe kary). Jezus od razu obala tę tezę odpowiadając na pytanie uczniów: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże.” (J 9, 3). Tak jakby mówił im coś w stylu: „nie ma znaczenia skąd to cierpienie, ważne jest to, co z nim zrobimy”. Cierpienia konkretnego człowieka to tajemnica i czasami właśnie tak warto spojrzeć na tego typu doświadczenia nie pytając skąd się wzięły, ale pytając, co mamy w tej sytuacji robić „aby się na nim objawiły sprawy Boże”.
Szerokie patrzenie na swoje życie, nie tylko przez pryzmat jednorazowych doświadczeń
Jedno trudne wydarzenie może odmienić całe nasze patrzenie na życie. Tak działają emocje, że lepiej wszcząć alarm, kiedy nie jest on konieczny, niż nie wszcząć, kiedy jest konieczny (pisałem o tym więcej w wpisie o porównywaniu się z innymi), a też mają one tendencję do „zawężania” naszego pola spostrzegania rzeczywistości (zobacz np. 6. i 7. prawo emocji wg Frijdy). I właśnie dlatego często zapominamy o tym, że nasze życie to nie tylko to jedno (choćby trudne i wymagające działania) doświadczenie, które nas właśnie spotkało, ale także cała reszta innych. Dobrym ćwiczeniem niepozwalającym nam o tym zapomnieć jest okazywanie wdzięczności.
W związku z tym warto szeroko przyglądać się całości naszych życiowych doświadczeń i poszukiwać w nich wspólnych motywów. Takie przyglądanie się swoim życiowym doświadczeniom to bardzo pomocna informacja w lepszym rozumieniu siebie i budowaniu samoświadomości, czyli wiedzy o sobie, która pomaga znaleźć odpowiedź na pytanie „co mam robić w życiu?” (a nie tylko „co mam robić teraz?”, choć także). Nasze życie nie powinno być tylko wynikiem reagowania na wydarzenia, które nas spotykają, ale raczej odpowiedzią na to, co jest w naszym wnętrzu: wyznawane wartości, marzenia i pragnienia. Zdarza się jednak, że nie mamy jasnego dostępu do naszych marzeń i głębokich pragnień – i właśnie wtedy bardzo pomocna może być szersza analiza spotykających nas życiowych doświadczeń.
Takie szerokie spojrzenie na swoje życie opisuję także w tym wpisie:
Skąd mam wiedzieć, czego chcę?
A analiza siebie samego to wysiłek (tak, jest to wysiłek!) pozwalający na sformułowanie wizji swojego życia (lub jego wybranego obszaru np. pracy zawodowej). Kiedy nie mamy szerokiej wizji na swoje życie, to zawsze znajdzie się ktoś, kto ją dla nas ma (np. żebyśmy kupowali określone produkty, głosowali na określone osoby, żyli określonymi stylami życia itp.):
Musisz mieć wizję… bo inaczej ktoś inny będzie ją dla Ciebie miał
Tak przy okazji: bardzo lubię temat głębokiego wchodzenia w swoją własną świadomość, bo tam można znaleźć naprawdę bardzo ciekawe i zaskakujące treści (choć niekiedy oczywiście też i trudne) i chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że bez tego takiego właśnie głębokiego wejścia w siebie (a później wyjścia, żeby robić coś, z tym, co tam znajdziemy) nie jest możliwe prawdziwe, spełnione i szczęśliwe życie.
A współczesna kultura zdaje się w ogóle o tym nie mówić – no może wspominając tylko o potrzebach, choć rozumiejąc je bardzo płytko i sprowadzając do jakiegoś bliżej nieokreślonego dobrostanu fizyczno-psychicznego, czegoś tylko w stylu: „zadbaj o siebie”. Dlatego tak bardzo ta kultura nie lubi ciszy, pytań o sens, głębokich rozmów, czy wreszcie właśnie prawdziwej i szczerej wobec samego siebie (nie tylko terapeutycznej lub mającej na celu dobrostan, tj. dobre samopoczucie) eksploracji swojego wnętrza. Zacznijmy więc od pewnego prostego pytania:
5 narzędzi pozwalających na lepsze rozumienie siebie
1. Niezrobienia czego żałujesz?
Badania nad wzorcami czasowymi żalu przeprowadzone przez naukowców z Cornell University (Gilovich i Medvec, 1995) pokazują, że błędy polegające na podjęciu działań („żałuję popełnionych czynów”) powodują żal w krótkofalowej perspektywie, natomiast w perspektywie długofalowej większe znaczenie ma żal wynikający z zaniechań („żałuję niepopełnionych działań”). Żal związany z podjętymi działaniami z czasem zanika, a żal związany z niepodjętymi z czasem się nasila, co w skrócie możemy streścić mniej więcej w stwierdzeniu, że ludzie bardziej żałują tego, czego nie zrobili, niż tego, co zrobili – a na pewno w perspektywie długofalowej, kiedy właśnie mówimy o szerszym patrzeniu na swoje życie.
Mniej więcej podobne myśli (choć już bez uniwersyteckiej metodologii naukowej) przekazuje książka australijskiej autorki Bronie Ware Czego najbardziej żałują umierający (2016). Autorka po swoich doświadczeniach opieki i rozmów z umierającymi ludźmi spisała pięć spraw, których żałują oni na łożu śmierci. W książce nazywa je „żalami”:
– Żal 1.: szkoda, że nie miałam odwagi żyć tak, jak chciałam, a nie tak jak oczekiwali inni
– Żal 2.: szkoda, że tak dużo pracowałem
– Żal 3.: szkoda, że nie miałem odwagi okazywać uczuć
– Żal 4.: żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi
– Żal 5.: szkoda, że nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa
Zadaj sobie więc następujące pytania w czasie teraźniejszym pamiętając, że obecnie możesz nie czuć odnośnie tych spraw aż tak dużego żalu, który w perspektywie jednak całego życia może się nasilać (pierwsze pytanie będzie główne, a pozostałe bardziej pomocnicze):
1. Niepodjęcia jakich działań żałujesz? (Może przebaczenia komuś czegoś? Ciągłego żalu do siebie i innych?)
2. Czy masz odwagę żyć tak, jak naprawdę chcesz, a nie tak, jak uważasz, że oczekują tego inni? (bo tak w ogóle ludzie wokół niekoniecznie oczekują od nas tego, co nam się wydaje, że oczekują)
3. Czy nie pracujesz za dużo?
4. Czy masz odwagę okazywania uczyć?
5. Czy dbasz o przyjaźnie?
6. Czy pozwalasz sobie na szczęście?
Tylko właśnie co to znaczy „żyć tak, jak chcesz”, bo przecież na pewno nie to, żeby realizować wszystkie swoje zachcianki (zobacz rozróżnienie na marzenia i zachcianki w wpisie o zarządzaniu czasem), ani nie to, żeby całkowicie olać ludzi wokół (twoje cele i cele innych wykluczają się tylko w ekstremalnych sytuacjach, a generalnie zazwyczaj są bardzo spójne, o czym piszę np. we wpisie o fałszywym dylemacie: pieniądze vs. relacje). Albo co to znaczy: „pozwolić sobie być szczęśliwym”? Odpowiedzi na te pytania może dać nam właśnie głębsza analiza życiowych doświadczeń i naszych reakcji na nie.
2. Głęboka analiza życiowych doświadczeń
To ćwiczenie dotyczy szerokiej analizy naszych życiowych doświadczeń, natomiast jeśli zależy Ci na analizie pojedynczego doświadczenia przejdź do pkt. 5 odpowiadając sobie na pytania tam wymienione w odniesieniu do tego wydarzenia – choć oczywiście zapraszam do szerszego patrzenia na swoje życie.
1. Weź małe karteczki i wypisz na nich 15-20 życiowych doświadczeń (na każdej karteczce jedno doświadczenie), czyli wydarzeń i sytuacji które w jakiś sposób uważasz za ważne dla swojego życia – mogą to być zarówno:
– wydarzenia przyjemne, jak i nieprzyjemne,
– takie, które chcesz przeżyć jeszcze raz, jak i te które wolisz zapomnieć,
– sukcesy, jak i porażki,
– wydarzenia jednorazowe, jak i sytuacje rozciągnięte w czasie (w tym np. trwające), w tym np. jakieś pojedyncze wydarzenia, a następnie Twoje reakcje na nie i działania sprowokowane przez nie (np. wypadek – długotrwała rehabilitacja)
– wydarzenia bardzo dawne (od chwili nawet Twojego poczęcia, a może nawet i wcześniejsze dotyczące przodków, bo przecież one też nas kształtują), jak i całkiem niedawne,
– wydarzenia, na które miałeś wpływ i w ramach których intensywnie działałeś/aś, jak i takie, które Cię tylko po prostu spotkały bez Twojego udziału.
Już samo przypomnienie sobie i wypisanie tych wydarzeń będzie wymagało nieco wysiłku, ale samo w sobie może być w jakiś sposób pozwalające na dostrzeżenie nowych spraw (pisanie wszak ma w sobie coś z terapii).
2. Ułóż karteczki z wydarzeniami w kolejności chronologicznej, począwszy od dnia Twojego poczęcia, aż do dzisiaj (od lewej do prawej).
3. Następnie wydarzenia przyjemne, sukcesy i takie, do których chcesz wracać poprzesuwaj odpowiednio do góry (im wyżej, tym przyjemniejsze / cieplejsze / lepiej je wspominasz), a te nieprzyjemne, trudne i porażki odpowiednio w dół. Wydarzeń o charakterze zupełnie neutralnym nie przesuwaj do góry, ani w dół (jeśli takie w ogóle będziesz miał). Utworzy się tym sposobem taka oś życia.
Możesz teraz przyjrzeć się swojej osi życia. Już zapewne możesz coś dostrzec, np. okresy szczęścia, okresy trudności, wzloty i upadki, a to jeszcze nie koniec analizy.
4. Zapomnij teraz o chronologii wydarzeń, ale spojrzyj na leżące przed Tobą karteczki z doświadczeniami pod kątem Twojej w nich aktywności. Na prawo poprzesuwaj te karteczki, które opisują wydarzenia, w których Twoja rola była znacząca i w których mogły zaistnieć Twoje talenty, wykorzystywałeś/aś swoje zdolności, byłeś/aś w jakiś sposób twórcą, głównym aktorem, nawet jeśli w jakiś sposób było o trudne, a na lewo wydarzenia, które Cię tylko w jakiś sposób spotkały, nie kształtowałeś/aś ich, byłeś/aś w nich w jakiś sposób bierny/a. Oczywiście podobnie jak poprzednio karteczki przesuwaj w prawo lub lewo odpowiednio do nasilenia tych charakterystyk – na tym etapie nie przesuwaj karteczek ani w dół, ani w górę.
Twoje ułożenie karteczek może wyglądać w taki sposób:
Tym sposobem Twoje doświadczenia zostały podzielone na 4 grupy:
– takie, do których chcesz wracać (przyjemne) i pozwoliły na wykorzystanie Twoich talentów,
– takie, do których chcesz wracać (przyjemne), ale nie pozwoliły na wykorzystanie talentów,
– takie, do których nie chcesz wracać (nieprzyjemne), ale pozwoliły (może wymusiły) wykorzystanie talentów,
– takie, do których nie chcesz wracać (nieprzyjemne) i które nie pozwoliły na wykorzystanie talentów.
Najciekawszymi do analiz są te wydarzenia, które pozwoliły na wykorzystywanie talentów. Analiza tych przyjemnych może posłużyć nam w znalezieniu odpowiedzi na pytania w stylu: „co robić w życiu? co da mi spełnienie? do czego jestem stworzony?” (dlatego zapraszam do niej w zbiorze ćwiczeń o tym tytule).
Natomiast analiza tych nieprzyjemnych może nam pomóc lepiej zrozumieć nas samych, tego jak funkcjonujemy i jak radzimy sobie w trudnościach. Dostrzeżenie sensu w tych trudnych wydarzeniach może dać nam kompetencje do tego, żeby radzić sobie z podobnym w przyszłości lub przeprowadzać przez nie inne osoby (a może właśnie ten rozwój kompetencji jest tym sensem?).
5. Przyjrzyj się wydarzeniom w tych dwóch grupach i odpowiedz na pytania o ich wspólne charakterystyki – co je łączyło:
– Jakiej swojej siły, talentu, zdolności używałeś/aś?
– Jakie były motywy i wartości obecne w tych wydarzeniach?
– Jakie były okoliczności tych wydarzeń?
– Jakie relacje? Z kim to robiłeś/aś? Czy ktoś Ci pomagał? Czy Ty pomagałeś/aś komuś?
– Czy było w tych wydarzeniach – lub chociażby w jednym z nich – coś sprawiającego, że mogłeś/aś pomyśleć: „właśnie po to jestem stworzony/a”?
W tej ostatniej kategorii możemy zawrzeć doświadczenia opisywane przez różnych autorów jako:
– moment „YES”,
– peak experience (Maslow),
– stan flow (Csíkszentmihályi).
Bardzo często jest tak, że przez różne nasze życiowe doświadczenia przewijają się wciąż powracające motywy (dokładnie tak samo jak w utworze muzycznym lub literackim). Taki motyw, to coś co daje nam motywację, coś co sprawia, że powtarzamy podobne działania (czasami pakując się przez to niestety w kłopoty). Głębiej analizując takie motywy możemy dostrzec nasze marzenia i pragnienia, a ich analiza to kolejny etap lepszego rozumienia siebie.
3. Analiza marzeń
Czym się różni marzenie od pragnienia? Odpowiedź na to pytanie może być dla nas bardzo pomocna właśnie w temacie rozumienia samego siebie i dostrzegania sensu w spotykających nas wydarzeniach.
Tak więc:
– marzenie to upragniony obraz rzeczywistości
– pragnienie – coś co się „kryje” pod tym obrazem: wartości, znaczenie, sens
Oczywiście to takie bardzo uproszczone definicje, więcej o marzeniach piszę tutaj:
Doktorat z marzycielstwa
Prosty przykład:
– Marzenie: marzysz, żeby wyjechać na wakacje, poleżeć na plaży i nic nie robić
– Pragnienie: odpoczynku, odetchnięcia od trudnej codzienności itp.
Bardziej rozbudowany przykład:
– Marzenie: młody chłopak marzy o tym, żeby zostać strażakiem i może sam nawet nie wiedzieć dlaczego chce nim zostać (nie ma jeszcze zbyt mocno rozwiniętej samoświadomości swoich pragnień, ale pytając go w dorosłości o nie wymienia np. odwagę, poświęcenie dla innych, ratowanie życia itp.). Będąc już dorosłym nie zostaje jednak strażakiem, ale np. przewodnikiem górskim, terapeutą, czy pielęgniarzem. Nie zrealizował swoich dziecięcych marzeń, ale realizuje swoje pragnienia.
– Pragnienie: odważnie i z poświeceniem służyć innym ratując ich życie w różnych wymiarach
Inny przykład:
– Marzenie: dziewczynka marzy o tym, żeby zostać nauczycielką. Pod tym marzeniem kryją się np. pragnienia opiekuńczości, troski o młodszych, nauczania. Później życie toczy się tak, że zostaje mamą dzieci, których liczby nie da się policzyć za pomocą palców jednej dłoni i prowadzi ich edukację domową, nie pracując przy tym zawodowo, ale spełniając swoje pragnienia i będąc w tym szczęśliwą.
– Pragnienie: bycie opiekuńczą, troskliwą, potrzebną.
(Przykłady specjalnie stereotypowe, żeby pokazać, że nie musisz sztywno ich unikać, żeby być szczęśliwym/ą – jak zdaje się podpowiadać nam współczesna kultura.)
Marzenia są zazwyczaj proste. Pragnienia natomiast nie. Pragnienia są wielowarstwowe.
Jeszcze inny przykład:
– Marzenie: kobieta w średnim wieku ciągle marzy o coraz to nowych sukcesach, dużo już osiągnęła, ale wciąż pracuje rozwijając swoją kancelarię prawniczą.
– Pragnienie deklarowane wśród znajomych: zapewnienie sobie życia na poziomie.
– Pragnienie wyznane najbliższej przyjaciółce: ciągła niepewność o swoją wartość, potrzeba udawadniania sobie i innym swojej wartości.
– Pragnienie, które z płaczem wyznaje terapeucie: „żeby mój tata chociaż raz mnie przytulił”.
Wszystkie te pragnienia są prawdzie. Ta kobieta nie oszukuje swoich znajomych mówiąc im, że pracuje, żeby zapewnić sobie życie na odpowiednim poziomie – to też jest jej pragnienie – choć nie do końca wyjaśniające wszystkie jej motywacje. Dopiero głęboka analiza pragnień pozwala na dotarcie do całej prawdy o motywach stojących za jej zachowaniem.
Oczywiście proces terapeutyczny i szczere rozmowy z przyjaciółmi są bardzo w tej kwestii pomocne, ale w dużej mierze (oczywiście w zależności od indywidualnej sytuacji) jesteśmy w stanie „dokopywać się” do naszych najgłębszych pragnień samodzielnie analizując swoje „wnętrze”. I dlatego zapraszam Was do kolejnego ćwiczenia, w którym, do tego celu, wykorzystamy nasze zdolności wyobrażeniowe.
Analizowanie swoich marzeń, które mamy nawet w trudnych okresach życia (a może właśnie zwłaszcza wtedy), może nam w bardzo ciekawy sposób pomóc docierać do prawdy o sobie samym. Co jednak ciekawe, nie zawsze chcemy pozwalać sobie na marzenia, bo myślimy, że odrywają nas od rzeczywistości:
– „trzeba twardo stąpać po ziemi”,
– „nie mam czasu na marzenia, bo MUSZĘ żyć (tzn. pracować)”,
– „marzenia są dla słabeuszy, ja mam robotę do zrobienia” itp.
Tak uwaga – to prawda! Najważniejszą funkcją marzeń jest to, że nas odrywają od rzeczywistości, od statusu quo, od tu i teraz. Po to one są. Gdyby nie marzenia, nie byłby możliwy rozwój, ani jakakolwiek twórczość. Po to mamy zdolność umysłowego oderwania się od tego, co tu i teraz, żeby móc kreować nowe kierunki działania i nowe sposoby zaspokajania potrzeb, bo bez tego te stare mogłyby się wypalać i dezaktualizować (patrz przybliżony powyżej obraz plemienia, które ma przekonanie – lub przynajmniej jakiś marzyciel w nim – że po drugiej stronie gór trawa jest bardziej zielona, bo gdyby nikt nie miałby takiego przekonania, to w przypadku niedostatku po tej stronie plemię miałoby poważne problemy. Te społeczności, które nie miały takich przekonań – nie miały marzeń – po prostu nie przetrwały).
Moim zdaniem marzenia mają też jeszcze inną bardzo ważną funkcję: one pozwalają na dotarcie do samych siebie, na lepsze zrozumienie siebie, swojego sposobu funkcjonowania, swoich lęków (a głębiej i tego jak sobie z nimi radzić), swoich motywacji, wartości i pragnień. A może niechęć do marzeń i kurczowe trzymanie się teraźniejszości to właśnie pewna forma ucieczki, lęk przed wewnętrznymi zaproszeniami, których nie chcemy usłyszeć?
Oczywiście nie chodzi o to, żeby bez przerwy uciekać od rzeczywistości w marzenia, bo to przecież bardzo niezdrowy, nieadaptacyjny mechanizm, nie chodzi o życie „na niby”, albo „w swoim świcie”, z unikaniem obowiązków, zdrowej troski o siebie i innych, ciężkiej pracy i małych kroków budowania dobrobytu. Chodzi o dobre wyznaczanie kierunków naszych codziennych, niekiedy żmudnych i trudnych działań dające nam w konsekwencji prawdziwą wewnętrzną motywację do ich realizacji. A w tym bardzo pomocne jest od czasu do czasu pozwolenie sobie na marzenia.
Bardzo lubię ćwiczenie, które z różnymi modyfikacjami zawarłem zarówno w zbiorze Do Czego Jestem Stworzony? (ćwiczenie 6.), jak i w Zeszycie Podróży Rozwojowej (ćwiczenie 24.). Polega ono na tym, żeby wyobrazić sobie następującą sytuację:
Okazało się, że zmarł Twój daleki nieznany krewny i zapisał Ci cały swój ogromny majątek, ale pod dwoma warunkami:
1. Cały rok poświęcisz na naukę tego, czego naprawdę chcesz się nauczyć. Możesz to robić jak chcesz i gdzie chcesz, tradycyjnie (np. studia, kursy, staże itp.), jak i nietradycyjnie (podróże, spotkania, eksperymenty) nie martwiąc się o środki na życie i na te pomysły. To czego się uczysz może dotyczyć zarówno wiedzy, umiejętności jak i Twoich postaw, przekonań, cech charakteru, ciała itp.
2. Kolejny rok poświęcasz na osobiste pomaganie komuś. Musisz pomagać komuś pracując własnymi rękami (i głową oczywiście), a nie przekazując pieniądze, czy coś materialnego. Możesz pomagać komu chcesz, jak chcesz i gdzie chcesz, nie martwiąc się o środki na życie i realizację Twoich pomysłów.
I teraz odpowiedz sobie na następujące pytania:
1. Czego i jak uczysz się przez pierwszy rok?
2. Komu i jak pomagasz w ciągu drugiego roku?
3. Co robisz po tych dwóch latach, kiedy masz już dużo pieniędzy i nie musisz się martwić o utrzymanie? (Tylko nie mów, że leżysz pod palmą na rajskiej wyspie i odpoczywasz – takie życie jest NIEZNOŚNE po maksymalnie dwóch tygodniach, a częściej nawet po dwóch dniach.)
4. Z tym spadkiem to była ściema, nie ma tego krewnego. Co możesz zrealizować z tego, o czym przed chwilą marzyłeś/aś nawet jeśli zajmie Ci to nieco więcej czasu i będzie wymagało większego wysiłku?
To ćwiczenie „zdejmuje”, albo lepiej powiedzieć „zawiesza” wiele naszych ograniczeń w stylu „nie da się”, „nie mam czasu”, „nie mam kompetencji”, „nie mam pieniędzy”, „nie mam możliwości” itp., które ograniczają twórcze myślenie spójne z naszymi pragnieniami. A jak się okazuje może pokazać kierunek działań, który naprawdę jest „Twój”, nawet jeśli nie od razu będzie możliwe podjęcie wszystkich działań, o których marzysz.
Zobaczcie, jak w ciekawy sposób ćwiczenie to wpisuje się w Teorię Autodeterminacji (Self-Determination Theory) Deciego i Rayana (2000), która obecnie jest zdaje się najpopularniejszą teorią motywacji wykorzystywaną w badaniach i praktyce. Zgodnie z nią ludzie motywowani są wewnętrznie (ściślej używając terminologii z tej teorii: „autonomicznie”), czyli robią, to co naprawdę chcą robić bez motywatorów zewnętrznych (które jednak mogą być w jakiś sposób „w nich”, jak np. poczucie winy), kiedy zaspokojone są ich trzy potrzeby:
– autonomia (a w tym ćwiczeniu jest to bardzo wyraźnie podkreślone, że sam wybierasz, co chcesz robić),
– kompetencja (czyli rozwój siebie – pierwszy rok w ćwiczeniu)
– sens (ściślej: przynależność do czegoś większego niż ja sam, ale ja wolę opisywać to pod pojęciem „sensu”, bo w gruncie rzeczy o to chodzi – drugi rok w ćwiczeniu)
Więcej o Teorii Autodeterminacji piszę tutaj (wpis z konkretnymi pomysłami do zastosowania w środowisku pracy):
Jak ze zwykłej pracy zrobić pracę marzeń
4. Analiza pragnień
Kolejne ćwiczenie. Po tych powyższych wydaje mi się, że o wiele prostsze. Dotrzemy w nich do naszych pragnień, czyli czegoś najgłębszego, kryjącego się „pod” tym jak reagujemy na spotykające nas (nawet trudne) doświadczenia życiowe i „pod” marzeniami, albo może lepiej powiedzieć: ukrytych „w” naszych doświadczeniach i „w” naszych marzeniach.
1. Przypomnij sobie swoje marzenia z dzieciństwa.
2. Pomyśl o Twoich teraźniejszych marzeniach (wchodząc głębiej niż tylko: odpocząć, wyspać się i dobrze zjeść).
3. Jakie pragnienia były w Twoich marzeniach wtedy i są w nich teraz?
Możecie naprawdę się zadziwić, że najgłębsze pragnienia mogą być w miarę stałe przez całe życie, a co ciekawsze nawet pewne marzenia (może nieco uproszczając: „obrazy w umyśle”) będą takie same lub bardzo zbliżone – a na pewno będą miały wspólne wątki i motywy.
5. Arkusz Wartości (w tym online)
Ostatnim ćwiczeniem, które pomaga nam zrozumieć siebie, także w kontekście tego jak reagujemy na trudne życiowe sytuacje jest analiza wyznawanych wartości. Do pracy z wartościami przygotowałem dwa (a nawet trzy) narzędzia opisane w Strefie Wiedzy Centrum Dobrego Wychowania. Są to Karty Wartości oraz Arkusz Wartości (który ma wersję do druku i online). Przygotowałem je na podstawie książki Dialog Motywujący Millera i Rollnicka (2014).
W książce i tych przygotowanych narzędziach wartości sortuje się na 5 grup, ale prościej można je posortować po prostu na 3:
– najważniejsze,
– ważne,
– nieważne.
Narzędzia te znajdziecie tutaj:
Arkusz Wartości i Karty Wartości [do pobrania]
Nasze wartości, to coś, co jest dla nas ważne, a skoro coś jest dla nas ważne, więc daje nam motywację do działania. Oczywiście czasami deklaratywnie określamy coś jako ważne dla nas, ale w rzeczywistości nie podejmujemy działań wprowadzających tę wartość w życie. Warto wtedy przed samym sobą odpowiedzieć sobie na pytanie: „czy to naprawdę jest moja wartość? czy to naprawdę jest dla mnie ważne?”. Jeśli nie jest, to przestańmy się oszukiwać, ale jeśli jest to warto zaplanować choć mały krok w kierunku realizacji tej wartości. Bardziej będziemy zadowoleni z siebie, kiedy zrobimy choć mały krok realizujący, to co dla nas ważne, niż kiedy nie zrobimy żadnego z planowanych wielkich.
Jakie macie refleksje odnośnie przedstawionych tu narzędzi pozwalających na lepsze rozumienie siebie? Czy znacie może jakieś inne podobne metody? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Bibliografia:
Campbell J. (1949/2013). Bohater o tysiącu twarzy. Kraków: Zakład Wydawniczy Nomos.
Frankl V. (2009). Człowiek w poszukiwaniu sensu. Warszawa: Czarna Owca.
Gilovich, T., Medvec, V. H. (1995). The experience of regret: What, when, and why. Psychological Review, 102(2), 379–395.
Miller W., Rollnick S. (2014). Dialog Motywujący. Jak pomóc ludziom w zmianie. Kraków: Wydawnictwo UJ (s. 118-121).
Peterson J. B. (2018). 12 życiowych zasad. Antidotum na chaos. Warszawa: Fijorr Publishing
Ryan R.M., Deci E.L. (2000). Self-determination theory and the facilitation of intrinsic motivation, social development, and well-being. American Psychologist. 55(1). 68-78.
Vogler C. (2009). Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy. Warszawa: Wydawnictwo Wojciech Marzec.
Ware B. (2016). Czego najbardziej żałują umierający. Warszawa: Czarna Owca



