Czasami „osiąganie” jest ważniejsze i efektywniejsze niż „osiągniecie” (i dlaczego nie lubię celów SMART)

Generalnie możemy powiedzieć, że zasada skutecznego działania brzmi: liczy się wynik, czyli tak naprawdę nikogo nie obchodzi to, czy Ty się starasz, czy nie, ale to, czy doprowadzasz sprawy do końca. Wydaje mi się jednak, że istnieje pewna kategoria spraw, w której sam proces jest ważniejszy niż wynik. Jest to o tyle ważne, że w niektórych przypadkach najlepszą strategią zachowania jest tzw. „ciśnięcie na wynik”, a w innych jest zupełnie inaczej. Chcę podzielić się też z Wami moimi refleksjami na temat stwierdzenia „cel uświęca środki”.

 

Zacznijmy od krótkiej refleksji dotyczącej tego, jakie cele stawiają sobie ludzie. Profesor Reykowski (1982) zauważył, że możemy opisać dwie szerokie kategorie:

– cele-stany

– cele-przedmioty

 

Cele-stany odnoszą się do wartości niematerialnych, ciężko policzalnych i określanych często mianem stanu idealnego, a więc praktycznie nigdy nieosiąganego. Cele takiego typu wyznaczają więc jakby kierunek działania, a nie stan końcowy możliwy do osiągniecia. Jako przykład Zaleski (1991) podaje dążenie do ofiarności, uczciwości i bohaterstwa. Literatura psychologiczna ujmuje tego typu cele również jako dążenie do realizacji wartości lub spełnianie siebie (zob. Wicklund i Gollwitzer, 1982).

Cele-przedmioty odnoszą się bardziej do rzeczywistości materialnej i mogą być określane terminami posiadania, np. wybudowanie domu, a w związku z tym są one bardziej konkretne. Nieco upraszczając można tą właściwość treściową opisać kontinuum duchowość-materialność, jak czyni to Zaleski (1991).

 

Zaleski proponuje również nieco inne rozróżnienie mogące treściwo być zbliżone do wymiaru sprecyzowania. Przedstawia on rozróżnienie na cele jako:

– stany do osiągnięcia

– wartości do realizacji (wypełnienia)

W pierwszej kategorii umieścić można np. ukończenie studiów, pobicie rekordu skoczni narciarskiej itp., natomiast drugie związane są z realizacją ważnej dla jednostki wartości, np. bycie dobrym lekarzem, bycie ofiarnym, czy nawet być bardziej bogatym.

  • Podręcznik - Jak Uczyć SkutecznościWięcej o tym, jak działać skutecznie i żyć z innymi znajdziecie w moim podręczniku:
    Jak Uczyć Skuteczności

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

 

Obydwa te rodzaje celów określają kierunek dążeń człowieka, jednak w przypadku pierwszej osiągnięcie celu powoduje zaniechanie działania na jego rzecz, a w przypadku drugiej takie zakończenie nie występuję, a czynności służące realizacji takiego celu są kontynuowane lub nawet wzmagane z czasem. Można zauważyć, że w pewnym sensie tego rodzaju rozróżnienie można odnieść również do lokalizacji czasowej i tak cele jako stany do osiągnięcia będą zlokalizowane raczej bliżej i w określonym wymiarze czasowym, natomiast wartości do realizacji będą jakby rozciągnięte w czasie i mogą dotyczyć całego życia.

 

Zwróćcie uwagę, że te dwa wymienione powyżej rozróżnienia tylko w pewnym stopniu możemy odnieść do czegoś, co nazwalibyśmy sprecyzowaniem celów. Ludzie różnią się preferencją co do zakresu (szerokością) celów: tzw. punktowcy preferują wąsko sprecyzowane cele, natomiast przedziałowcy szeroko. Dla osoby preferującej cele punktowe muszą być one dokładnie określone (np. chcę zarobić 10 000 zł), natomiast dla osób preferujących szeroki zakres postawionego celu jego charakterystyka może być bardziej ogólna (chcę zarobić dużo pieniędzy, Wieczorkowska-Siarkiewicz, 1992).

 

Jeśli wpiszecie w Internet „jak stawiać sobie cele” to na większości stron znajdziecie bardzo popularną metodę SMART (to się jakoś tam rozwija od pierwszych literek angielskich słów), ale zobaczcie, że ta metoda stawiania sobie celów może odnosić się tylko i wyłącznie do jednej, z pośród każdych dwóch rodzajów celów wymienionych powyżej (tj. cele-przedmioty oraz stany do osiągniecia – swoją drogą słówko „stan” jest tutaj mylące, ponieważ w tych dwóch rozróżnieniach związane jest z treściowo przeciwstawnymi rodzajami celów). A przecież ludzie stawiają sobie również cele z drugiej kategorii. Od razu rodzi się więc pytanie, co to w ogóle jest cel? Oczywiście definicji jest tyle ilu definiujących, ale chcę przybliżyć tylko jedną profesora Zbigniewa Zaleskiego (1991, s. 60)

 

Cel to kognitywnie reprezentowany, możliwy do osiągniecia, mający wartość i siłę regulacyjną przyszły stan rzeczy, do którego człowiek dąży poprzez działania.

 

Co mówi nam ta definicja:

„kognitywnie reprezentowany” – chodzi o to, że możemy go sobie wyobrazić, możemy go zobrazować, potocznie mówiąc: „jest w naszej głowie”

„możliwy do osiągniecia” – odnośnie akurat tego trwają dyskusje, niektórzy uważają, że ludzie funkcjonują również zgodnie z celami, których w ogóle nie uważają za możliwe do osiągniecia, ale robią to, ponieważ ktoś im za to np. płaci albo grozi, czyli mają jakiś inny motywator, a cel nie spełnia funkcji motywacyjnej

„mający wartość” – chodzi o to, że chcemy go osiągnąć, w jakiś sposób jest przyciągający, uniknięcie porażki lub bólu też ma wartość

„i siłę regulacyjną” – moim zdaniem to jest najważniejszy element definicji celu, cel to coś co się motywuje, coś co daje Ci energię, coś co sprawia, że chcesz działać

„przyszły stan rzeczy” – przyszły możemy rozumieć w pewnym sensie jako „nieistniejący teraz”, chociaż ludzie stawiają sobie również cele dotyczące utrzymania statusu quo, czyli żeby było tak jak jest

„do którego człowiek dąży poprzez działania” – odnośnie tego elementu zdania są podzielone, sami pewnie znacie wielu ludzi, którzy uważają, że mają cele, mają mnóstwo celi, właściwie to mają same cele, ale nic z nimi nie robią, czy to więc są cele? czy tylko może marzenia (czasami marzymy tylko po to, żeby poczuć się lepiej)? zachcianki? myśli? – ja jestem zdania, że najważniejszym wymiarem celu jest to, że daję on energię motywacyjną, a o tym, czy daje, czy nie jednak najlepiej możemy przekonać się po zachowaniach (czyli konkretnych podejmowanych działaniach), a nie po deklaracjach, choć pamiętacie o tym, że my jako ludzie (i tym różnimy się od zwierząt, choć naczelne w jakimś stopniu też to potrafią) „zawieszać” nasze cele, tzn. czasami o wiele lepiej jest czasowo wstrzymać realizację działania prowadzącego do celu, niż bezmyślnie go realizować

 

Po co w ogóle o tym piszę? A no mianowicie po to, żeby pokazać Wam, że w definicji słowa cel mieszczą się również takie sprawy, których w ogóle nie da się opisać SMART, ale które dają nam energię motywacyjną (może jest to trochę nieprecyzyjny termin, chodzi mi po prostu o to, że coś chcemy i to robimy).

 

Na przykład tak niesprecyzowane cele w zupełności wpisują się w definicje, a w ogóle nie są SMART:

– bycie dobrym człowiekiem

– pomaganie innym

– zarabianie pieniędzy

 

Zresztą, nawet jeśli nie do końca wpisują się w definicję Zaleskiego (bo np. czy bycie dobrym człowiekiem możliwe do osiągniecia? pewnie jest, tylko co to znaczy”), to tak naprawdę nie ma znaczenia, ponieważ ważne jest to, że nawet tak nieprecyzyjnie sformułowane, będą dawać nam energię do działania.

 

A poza tym, tak naprawdę, czy dla Twojej motywacji ma znaczeni to, czy sformułujesz sobie swój cel tak: będę dużo zarabiał czy tak: Będę zarabiał 8k do 31.12.2018. Czy to ma znaczenie dla tego co robisz właśnie teraz, zrobisz za godzinę, czy zrobisz jutro.

 

Cel jest ważny, sensowny i w ogóle warto się nim zajmować tylko wtedy, jeśli rzeczywiście oddziałuje na Twoje zachowanie TU i TERAZ.

 

Mam nadzieję, że przekonałem Was do tego, że nie wszystkie wasze cele mają być SMART. Zachęcam do stawiania sobie celów również w stylu:

– bycie dobrym człowiekiem (a nie: przekazanie 120 zł na cele charytatywne do 31.03.2018)

– posiadanie coraz większej wiedzy (a nie: przeczytanie 3 książek do końca miesiąca)

– bycie miłym dla ludzi (a nie: uśmiechanie się do Kaśki, ale tylko do końca miesiąca)

 

Oczywiście dobrze jest, jak z tak szeroko i ogólnie sformowanych celów wynikają konkretne postanowienia i działania, ale chodzi mi jedynie o to, że czasami jakiś zbyt precyzyjnie postawiony cel przysłania nam jakby szeroką wizję naszego działania:

– Postanawiam sobie, że będę przekazywał 120 zł na cele charytatywne miesięcznie, a nie poświęcam 20 minut na pomoc dziecku w lekcjach.

– Czytam 3 książki o marketingu na miesiąc, ale już nie pamiętam, co czytałem 2 miesiące temu i nie mam czasu na rozmowę z moim kuzynem który jest świetnym marketingowcem.

– Uśmiecham się do Kaśki, ale ciągle mnie wkurza i jak jej nie ma to ją obgaduje.

 

To takie może wymyślone przykłady, ale chcę Wam pokazać, że w niektórych przestrzeniach takie „ciśnięcie na wynik”, czyli stawianie sobie bardzo sprecyzowanych celów i osiąganie ich bez spojrzenia na szerszy horyzont nie jest sensowne.

 

Większa koncentracja na osiąganiu niż na osiągnieciu ma również ważny wymiar jakim jest czerpanie większej satysfakcji z tego co się robi.

 

Wyobraźmy sobie dwa scenariusze:

Zły przykład

Przychodzisz rano do pracy, spinasz się cały dzień, ciągle latasz, załatwiasz, na nic nie masz czasu, denerwujesz się na innych (i na siebie), że nie trzymają deadlinów, nie masz czasu zjeść, pijesz w biegu już chyba 7 kawę (nie masz czasu liczyć), jesteś spięty.

Dobry przykład

Przychodzisz rano do pracy. Sprawdzasz co masz zrobić i zaczynasz od spraw najważniejszych. Pomagasz współpracownikom, którzy proszą Cię o pomoc w sprawach krótkich, a tych, którzy proszą Cię o pomoc w sprawach długich umawiasz na spotkanie. Masz dokładnie zaplanowaną przerwę na kawę (wtedy rozmawiasz na luźne tematy z współpracownikami, ale też wspierasz młodszych dobrą radą) oraz na posiłek (wtedy masz czas pogadać na spokojnie z szefem o zbliżającym się projekcie). Jesteś rozluźniony i uśmiechnięty.

 

Sytuacje są może nieco przerysowane, ale my czasami niepotrzebnie się spinamy i spieszymy, kiedy naprawdę jest to zbędne. Nie namawiam Was oczywiście do tego, żeby olewać sobie sprawy, ale do tego, żeby podchodzić do nich z pewnym dystansem

 

Bo teraz zastanówmy się, nawet jeśli więcej spraw załatwiłeś/aś pracując tak jak opisaliśmy w sytuacji 1. to czy jakość załatwienia tych spraw jest na wysokim poziomie? czy nie było niepotrzebnych emocji i spin z współpracownikami? czy jak przyjdziesz do domu będziesz miał ochotę na pomoc dzieciom w lekcjach? Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi.

 

Kiedy osiąganie (proces) jest ważniejsze?

Czasami lepiej zrobić mniej rzeczy i zrobić je wolniej, ale dokładniej, niż zrobić więcej, ale szybciej i mniej dokładnie, a zwłaszcza jeśli te sprawy dotyczą:

– spraw, które naprawdę lubisz robić i które same w sobie sprawiają Ci radość (ja np. bardzo lubię majsterkować, bawić się kodami html i css, a czasami nawet zdarza mi się coś programować w php lub mysql, ale nie zupełnie mi to nie wychodzi, kiedy mam to robić w pośpiechu)

– spraw związanych z budowaniem relacji (a przecież sprzedaż też budowanie relacji)

– spraw związanych z rozwiązywaniem problemów i niektórych spraw wymagających kreatywności

 

Generalnie są to sprawy, w których bardzo przydatne są pozytywne emocje (przyjemne). Emocje pozytywne, przede wszystkim radość) związane są z poszerzaniem naszej uwagi (np. eksploracją nowego terytorium), jesteśmy wtedy bardziej otwarci na nowych ludzi i nowe informacje (choć może to czasami spłycać proces przetwarzania).

 

Kiedy osiągnięcie (wynik) jest ważniejsze?

Za to cisnąć na wynik możemy w sprawach, które:

– nie wymagają zbytniego wysiłku intelektualnego (np. czynności automatyczne)

– są nudne

– są powtarzalne

– same w sobie nie są fajne

– nie stwarzają dużego pola do błędów

 

Ciśnięcie na wynik może być połączone bardziej z procesami związanymi z motywacją zewnętrzną oraz emocjami negatywnymi (np. strach lub gniew), które to z gruntu rzeczy zawężają naszą uwagę, ale przez to też koncentrują na konkretach, które trzeba zrobić (lub z którymi trzeba walczyć). Ciśnięcie na wynik będzie więc podnosiło naszą efektywność.

 

Czy cel uświęca środki?

Jak się pewnie domyślacie, po tym wszystkim co powyżej napisałem, oczywiście uważam, że cel nie uświęca środków. O wiele lepiej robić coś wolniej, z większym zwracaniem na relacje, potrzeby innych, ale też czynności same w sobie, niż szybko iść „po trupach do celu”.

W ogóle gdzieś przeczytałem takie ciekawe rozróżnienie, czym się różnią osoby o poglądach prawicowych i lewicowych (To było chyba gdzieś u Waldemara Łysiaka, ale szczerze nie pamiętam, jeśli kojarzycie to, to dajcie znać w komentarzach.). Oczywiście pewnie jest to uproszczenie, ale osoby o poglądach lewicowych uważają, że da się zbudować „niebo na ziemi”, a więc trzeba do niego dążyć różnymi możliwymi sposobami (dla nich ważny jest więc dobry cel, jakim jest owo „niebo na ziemi”). Natomiast osoby o poglądach prawicowych uważają, że nie da się zbudować nieba na ziemi, dlatego o wiele ważniejsze jest dążenie do tego nieba, które będzie potem i dlatego lepiej robić to przy użyciu tylko dobrych środków, nawet jeśli nic dobrego z tego na ziemi nie zbudujemy (dla nich ważne są wiec dobre środki). To oczywiście pewnego rodzaju uproszczenie, ale nieco obrazuje to co chciałem Wam w tym wpisie pokazać: czasami naprawdę warto skupić się na osiąganiu (procesie), a nie osiągnieciu (wyniku) i można by jeszcze dodać, że osiągnięcie za tym przyjdzie, a paradoksalnie skupianie się na osiągnięciu (wyniku), może sprawić, że wcale do niego nie dojdziemy – zobaczcie też co mówią na ten temat badania nad procesami wizualizacji.

 

Mam też taką podsumowująca refleksję:

Jak wiesz co chcesz zrobić i tak to zrobisz, to po co się spieszyć i spinać.

(pisałem o tym w tym wpisie)

 

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

 

Bibliografia:

Reykowski J. (1982). Social motivation. Annual Review of Psychology. 33, s. 123-154.

Wicklund R.A., Gollwizter, P.M. (1982). Symbolic self-completion. Hillsdale: Lawrence Erlbaum Associates.

Wieczorkowska-Siarkiewicz G. (1992). Punktowe i przedziałowe reprezentacje celu. Uwarunkowania i konsekwencje. Warszawa: Oficyna Wydawnicza Wydziału Psychologii UW.

Zaleski Z. (1991). Psychologia zachowań celowych. Warszawa: PWN.

 

Pobierz Darmowy E-book

Liczba komentarzy: 1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *