Po co nam emocje? Jak sobie radzić z emocjami?

Bardzo często szukamy odpowiedzi na pytania w stylu: jak radzić sobie z emocjami? Zdaje się, że szukając odpowiedzi na to pytanie chodzi nam naprawdę o: jak nie odczuwać nieprzyjemnych emocji? Jak czuć się tylko dobrze? A przecież nasze emocje nie są po to, żebyśmy czuli się ciągle dobrze. No właśnie, żeby to rozumieć musimy najpierw zapytać siebie: czemu właściwie mają służyć emocje?

 

Zacznijmy od definicji. Jak to z każdym tego typu terminem bywa, ile ekspertów, tyle definicji, dlatego przytoczę Wam moim zdaniem bardzo spójną i sensowną definicje Nico Fridy – holenderskiego badacza emocji. Tak gwoli ścisłości, jego pogląd na emocje zbiera i podsumowuje trzy najistotniejsze elementy, powtarzające się w wielu podejściach do zdefiniowania tego terminu (choć jak się można domyślać, również z tym się dyskutuje). Oto one (cytuje je za podręcznikiem: Strelau, 2008, s. 321):

 

1. Emocja jest zwykle wynikiem świadomej lub nieświadomej oceny zdarzenia jako istotnie wpływającego na cele lub interesy podmiotu

 

Czyli w skrócie, jeśli wydarzy się coś sprzyjającego (np. widzimy jedzenie) pojawia się emocja odczuwana jako pozytywna (przyjemna), a kiedy pojawi się coś niesprzyjającego (np. wąż), emocja odczuwana jest jako negatywna (nieprzyjemna). Jak widzicie unika się określenia emocja pozytywna/negatywna (ale odczuwana jako pozytywna/negatywna), ponieważ to mogłoby sugerować, że niektóre emocje są dobre a inne złe, a przecież nie o to tutaj chodzi, bo patrząc na emocję od strony ich funkcji: każda emocja jest w jakiś sposób pozytywna/dobra/ważna, bo przekazuje nam informację.

 

W tym punkcie chcę zwrócić jeszcze Waszą uwagę na to, że owa ocena zdarzenia (tu oczywiście możemy je bardzo szeroko rozumieć, jako rzeczywiste postrzegane zdarzenie, ale np. również uruchomiane wspomnienie, myśl, wyobrażenie, np. kiedy oglądamy film, z kimś rozmawiamy lub chociażby słuchamy muzyki), może być świadoma lub nie. To oczywiście bardzo rozległy temat, ale warto wspomnieć tutaj również o tym, że jesteśmy skonstruowani tak, że procesy oceny zagrażające/niezagrażające przebiegają o wiele szybciej poza naszą świadomością, bo tak jest po prostu skuteczniej dla naszego przetrwania.

 

Żeby to zobrazować na wykładzie przeprowadzam ze studentami taki oto krótki eksperyment:

 

Wyobraź sobie, że idziesz przez las i nagle widzisz coś takiego:

via GIPHY

 

Co robisz?

A) łapiesz to w ręce

B) odsuwasz szybko ręce

C) zastanawiasz się dłużej

 

Oczywiście jedyną prawidłową odpowiedzą jest B, bo przecież to wąż…

 

Pokazuję wtedy grafikę, bez mrugania:

 

Okazuje się, że to nie wąż, ale zwykły kij, albo jakiś korzeń. Ale pomyśl sobie, w jaki sposób korzystniej jest się dla nas pomylić:

– wziąć kija za węża i po prostu cofnąć rękę

– wziąć węża za kija i go złapać, albo zastanawiać się dłużej narażają się na ukąszenie

 

Co jest ciekawe, pokazałem Wam początkową tę grafikę przez 100ms czyli 0,1 sekundy. To jest na tyle długo, żebyśmy odebrali ją świadomie, tzn. widzieli, że coś widzieliśmy. Ale najciekawsze jest to, że ten mechanizm działa również dla bodźców, które pokazuje się nam przez czas tak krótki, że nie jesteśmy nawet w stanie świadomie zdać sobie sprawy z tego, że coś widzieliśmy (np. 5 ms, czyli 1/200 sekundy). Próg świadomego postrzegania to kilkanaście do kilkudziesięciu milisekund (oczywiście troszkę się pod tym względem różnimy) i właśnie dlatego na jedną sekundę filmu składa się standardowo 24 – 29,97 klatek (czyli jedna klatka trwa ok. 40 ms, też w zależności od technologii, bo np. w najnowszych grach komputerowych jest to więcej klatek). W starym filmie z epoki kina niemego, w którym będziemy mieli np. 15-16 klatek na sekundę (czyli ok. 60 ms na klatkę) już będziemy w stanie dostrzec brak płynności ruchów.

 

Warto również zauważyć, że jeśli np. czytasz ten tekst na komputerze z wyświetlaczem LCD to jego częstotliwość odświeżania wynosi standardowo 60 Hz (tzn. monitor odświeża się 60 razy w ciągu sekundy, no chyba, że masz jakiś super komputer do gier, gdzie ten parametr jest wyższy). Nieco szybsze były nieużywane już monitory z kineskopem (CRT), gdzie przy niskiej rozdzielczości ekranu (np. 800 x 600 px lub jeszcze niższej) monitor mógł odświeżać się z częstotliwością ok 150 Hz. Oznacza to, że i tak nie da się na takim standardowym monitorze pokazać czegoś, co trwa krócej niż 1/60 sekundy, czyli właśnie kilkanaście milisekund.

 

Trzeba również dodać, że nie wszyscy badacze zgadzają się co do tego, że w ramach definicji emocji mówić o tym, że musi być ona wynikiem oceny (czy to świadomej, czy nie) zdarzenia. Wynika to z faktu, że można dyskutować o tym, co to znaczy „ocena”, co to znaczy zdarzenie (czy może być np. tylko wewnętrzne: np. wspomnienie), jak też z tego, że doświadczenia emocjonalne można wywoływać na różne sposoby, np. poprzez podawanie różnych substancji chemicznych. W każdym razie, z praktycznego, tj. funkcjonalnego punktu widzenia emocję warto postrzegać właśnie jako wynik szeroko rozumianej oceny, czyli „odpowiedzi” organizmu na to co się dzieje (czy to w Tobie, czy na zewnątrz).

 

  •  

    Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o skutecznym działaniu, zapraszam do zapoznania się z moim podręcznikiem: Jak Uczyć Skuteczności.

    Jest to podręcznik osobistej skuteczności, z wiedzą, którą powinniśmy poznać jeszcze w szkole.

    ZOBACZ PODRĘCZNIK

     

 

Wracając do tematu emocji – właśnie tak one działają – o wiele lepiej dla naszego przetrwania kiedy emocja „uruchomi się” wtedy, kiedy nie powinna, niż gdyby miała nie „uruchomić się” wtedy kiedy powinna. Wróćmy jednak do drugiego punktu definicji Fridy:

 

2. Istotą emocji jest uruchomienie gotowości do realizacji programu działania

 

No właśnie, emocja uruchamia działanie (ściślej gotowość do działania, bo nie zawsze sytuacja pozwala na jego realizację) i tu właśnie dochodzimy do sedna: emocja nie tylko „mówi” nam, że coś jest sprzyjające / zagrażające, emocja także „podpowiada” nam co mamy z tym zrobić. Przenalizujmy więc najbardziej popularne emocje (tzw. prototypowe, czyli, takie, które wymieniamy w pierwszej kolejności):

 

Jako ciekawostkę warto dodać, że powyższa lista emocji jest wynikiem badania (Orthony i Turner, 1990), w którym poproszono 14 wybitnych badaczy emocji o podanie listy emocji podstawowych. Te sześć emocji wystąpiło najczęściej, a konkretnie wyniki wyglądały tak:

 

Strach – wskazało go 9 badaczy

Złość – 7 wskazań

Wstręt – 6

Smutek – 5

Radość – 5

Zaskoczenie – 5

 

Strach zdaję się być więc najważniejszą emocją, która po prostu ma nas chronić. Zobacz, że gdybyś się nie bał, to byś zapewne robił mnóstwo rzeczy, które potencjalnie mogą być niebezpieczne.

 

Zwrócicie też uwagę, że nie ma na tej liście miłości – czy miłość nie jest ważna? Oczywiście, że jest, ale może ona nie jest emocją, wbrew temu co nam podpowiadają filmy romantyczne? Moim zdaniem (i oczywiście nie jest to tylko mój pogląd) miłość nie jest emocją, a decyzją, choć to temat na cały długi wpis. Wracamy jednak do definicji Fridy, bo jeszcze mamy punkt 3.:

 

3. Emocja doświadczana jest zwykle jako szczególny rodzaj stanu psychicznego

Często towarzyszą jej lub następują po niej zmiany somatyczne, ekspresje mimiczne i pantomimiczne (czyli dot. całego ciała) oraz reakcje o charakterze behawioralnym (jak np. odsunięcie ręki, wyplucie, itp.).

 

Trzeci punkt definicji wydaje się być najbardziej spójny z tzw. potoczną definicją emocji, jako odczucia, stanu wewnętrznego, uczucia. Jak widzicie ten subiektywny stan wewnętrzny jest tylko jednym z elementów definicji emocji i absolutnie nie możemy się tylko i wyłącznie na nim koncentrować, a zapominać o dwóch pozostałych (ocenie zdarzenia i programie działania, a więc funkcji).

 

Bo zobaczcie, co będzie jeśli skoncentrujemy się tylko i wyłącznie na tym, że emocja do doświadczenie wewnętrzne? Jeśli tak zrobimy, to radzić sobie z emocjami będziemy tylko poprzez „radzenie sobie” tylko i wyłącznie z subiektywnym doświadczeniem, a jak to zrobić najszybciej? Na przykład zastępując je innym subiektywnym doświadczeniem: upojeniem alkoholowym, ucieczką w rozrywkę, ekstremalne doświadczenia, ćwiczeniem oddechu i koncentracją na swoich wewnętrznych przeżyciach itp. Zobaczcie, że tego typu koncentrację można porównać do leczenia objawów choroby i zapominania o jej przyczynach. No chyba nie jest to skuteczna strategia.

 

W Jak Uczyć Skuteczności cała dosyć obszerna sekcja rozdziału 3. dotyczącego aktywności (podrozdział III.3. Aktywność – Nastawienie) dotyczy zagadnienia pracy z emocjami, bo jestem zdania, że podstawy tej wiedzy powinien mieć każdy z nas. Umieściłem tam taką oto grafikę:

 

Pokazuję ona, że koncentracja na samym subiektywnym doświadczeniu emocjonalnym ma sens, ale tylko wtedy, kiedy jest ono na tyle duże, że nie jesteśmy w stanie zrobić nic konstruktywnego i podjąć działania koncentrującego się na przyczynach. Można obrazować to taką sytuacją: małżeństwo właśnie się pokłóciło, nie ma więc teraz sensu siadać do konstruktywnej rozmowy, ale warto chwilę odczekać, zaczekać aż emocje opadną, uspokoić się (może coś zjeść, wziąć relaksującą kąpiel, poczytać ciekawą książkę, itp.), żeby potem na spokojnie usiąść i porozmawiać nad konstruktywnymi rozwiązaniami przyczyny – problemu, który leży u podstaw tego, że się w ogóle pokłócili. A propos tej sytuacji: pamiętaj, że to nie Twój współmałżonek jest problemem, ale, że problem jest na zewnątrz Was i wspólnie ramię w ramię możecie z nim walczyć. Wtedy problem jest bezbronny, ale jeśli będziesz postrzegał małżonka jako problem i zaczniesz z nim walczyć, to niechybnie zacznie się bronić.

 

Również w tym kontekście bardzo praktyczna porada Świętego Pawła:

 

Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! (Ef 4, 26)

 

I może nawet nie chodzi tutaj o to, żeby porozmawiać o kłótni jeszcze tego samego dnia (choć niewątpliwie po pogodzeniu się będzie się lepiej spało, a następnego dnia nie wstaniecie z gniewem i frustracją w sercu, co może źle działać np. na Wasze relacje w pracy, czy relacje z dziećmi), ale na pewno kluczowe jest tutaj to, że gniew sam w sobie pochodzi jakby z zewnątrz, ale od Ciebie zależy co z nim zrobisz, czy pozwolisz, żeby niszczył Cię i Twoją relację, czy raczej wykorzystasz go jako mobilizację do podjęcia długofalowego wysiłku do pracy nad sobą i budowania prawdziwej trwałej relacji. Pamiętaj: budowanie prawdziwej trwałej relacji nie jest pilne, ono jest WAŻNE. Nie pozwól sobie na życie reżimem spraw pilnych, ale koncentruj się na tym, co naprawdę WAŻNE.

 

Czasami spotykamy się również z takim językowym rozróżnieniem: emocje – uczucia, w którym emocje traktowane są jako takie niższe (np. właśnie strach, a przecież dojrzałemu człowiekowi nie wypada się bać), a uczucia jako wyższe (no właśnie, nawet samo określenie: uczucia wyższe, takie bardziej szlachetne, pojawiają się np. po wizycie w teatrze, no dobra, może bardziej po wizycie w operze, bo w teatrach to się teraz różne dziwne rzeczy dzieją).

Posługiwanie się takim rozróżnieniem jest oczywiście praktyczne i motywujące, zwłaszcza do pracy nad sobą i wizyt w operze, jednak moim zdaniem opiera się troszkę na nierozumieniu istoty emocji, o którym już wspomniałem i sprowadzaniu emocji jedynie do doświadczenia wewnętrznego. Emocja nie jest jedynie doświadczeniem wewnętrznym, ale ma w nas uruchamiać program działania i zobaczcie, że w gruncie rzeczy doświadczenia, które możemy nazwać „uczuciami wyższymi” też na tym samym polegają: mają w nas uruchamiać programy działania, np. szlachetność, chęć niesienia pomocy innym, pracę nad sobą. Artyści i twórcy (ale pamiętajmy też, że również specjaliści od marketingi i tzw. inżynierowe, czy architekci społeczni) doskonale zdają sobie sprawę z funkcji i znaczenia emocji i doskonale je wykorzystują (czasami na pożytek społeczny, a czasami na własny).

 

Piszę tutaj o tym dlatego, żebyśmy o tym pamiętali, ale też dlatego, żeby nie pomijać roli „emocji niższych” (czyli po prostu emocji) w swoim życiu i życiu społecznym:

 

Nie jest niczym złym czuć strach lub gniew. Jest czymś złym nie wykorzystywać lub źle wykorzystywać informację z nich płynącą.

 

No właśnie i tutaj dochodzę do sedna tego, o czym chcę Wam powiedzieć w tym wpisie. Jak pewnie zauważyliście wyraźnie podkreślam, że emocje są dla nas podpowiedzią do uruchomienia określonego działania. Można by powiedzieć, że są jak nasz najlepszy przyjaciel, które chce dla nas dobrze i z szczerego serca nam podpowiada to, co on uważa za słuszne.

 

ALE UWAGA: człowiek ma również rozum – co oznacza, że poza emocjami, ma jeszcze coś, czego nie mają zwierzęta – z ewolucyjnego punku widzenia moglibyśmy powiedzieć, że ma jeszcze dodatkowy i inny program działania – rozum. Zwierzęta mają tylko emocje (które składają się na zdeterminowany program działania nazywany instynktem), człowiek może jakiś tam instynkt ma (który pojawia się np. w sytuacjach skrajnego zagrożenia życia), ale generalnie ma o wiele skuteczniejszy program, którzy czyni go o wiele bardziej niezdeterminowanym, a przez to mniej przewidywalnym i trudniejszym do pokonania (np. dla zwierzęcia) przeciwnikiem. Z takiego czysto biologicznego punktu widzenia prawdopodobnie właśnie to sprawiło, że homo sapiens jest obecnie jedynym przedstawicielem z rodzaju homo i generalnie rządzi planetą.

 

Z praktycznego punktu widzenia to spostrzeżenie pokazuje nam ważną praktyczną poradę:

 

Słuchaj się swoich emocji jak najlepszego przyjaciela, ale pamiętaj, że nawet najlepszy przyjaciel, który chce dla Ciebie jak najlepiej, może się mylić, bo np. nie wie tego wszystkiego, co Ty.

 

Emocjonalne przetwarzanie informacji jest bardzo skuteczne jeśli chodzi o sprawy dotyczące Twojego przetrwania i może „podsuwać” Ci rozwiązania, podpowiedzi dotyczące różnych sfer Twojego życia, ale tak naprawdę to Ty podejmujesz decyzję, co z tym zrobisz i jako to wykorzystasz. Pamiętaj, że masz i emocje i rozum, a wtedy Twoje działanie będzie bardzo skuteczne.

 

Pozwólcie, że zakończę ten wpis poradami, które zawarłem w Jak Uczyć Skuteczności, dotyczącymi tego jak „odczytywać” informację, które „podpowiadają” nam emocje. Może być tak, że nasze mocje wywoływane lub wpływają na nie różne sprawy, z których na pierwszy rzut oka nie zdajemy sobie sprawy, np.:

– brak przebaczenia w relacji,

– ciągłe porównywanie się z kimś i życzenie innym źle,

– niepodejmowanie wyzwań, które chciałbyś podjąć,

– zaniedbywanie jakichś swoich obowiązków,

– przemęczenie,

– jeszcze coś innego

 

Emocje informują nas, że coś się dzieje. Należy zastanowić się, skąd się biorą, i po prostu zająć się przyczyną. Oczywiście wiem, że nie jest to łatwe, ponieważ:

– czasami emocje są zbyt silne, żeby zająć się daną sprawą → spróbuj wtedy zrobić coś, co zmniejszy poziom Twoich emocji, a potem wróć do tej sprawy,

– czasami nie wiemy, skąd się biorą nasze emocje → porozmawiaj z przyjacielem lub idź do specjalisty,

– czasami sprawa nas po prostu przerasta → zrób chociaż mały krok lub przynajmniej usiądź i wypisz małe rzeczy, które możesz zrobić – później ułożysz z nich plan,

– czasami jesteśmy po prostu przepracowani, głodni lub właśnie wypiliśmy cztery kawy → daj sobie czas na odpoczynek i wróć do sprawy później.

 

Jeśli jednak nic nie zrobisz ze sprawą, która długotrwale oddziałuje na Twoje emocje, to dalej będą one destrukcyjnie wpływać na Twoje życie.

 

Więcej informacji o pracy z emocjami, o rozróżnieniu na emocje „w naszej głowie” i emocje „tu i teraz”, o tłumieniu emocji i o tym, dlaczego inni się denerwują znajdziesz w 3 rozdziale Jak Uczyć Skuteczności. Zapraszam do lektury.

 

Troszkę w tym temacie znajdziecie również w tym wpisie:

Jak uspokoić swoje myśli

 

Co sądzicie o takim podejściu do emocji. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

 

Bibliografia:

Strealu J. (2008). Psychologia. Podręcznik akademicki. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Ortony A., Turner T. (1990). What's basic about basic emotions? Psychol Review. Czerwiec, 97(3), s. 315-331.

 

Pobierz Darmowy E-book

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *